Bardzo łatwo powiedzieć Jezu, ufam
Tobie!, gdy w miarę spokojnie spacerujemy sobie przez życie, gdy wszystko układa
się dość dobrze – bez większych zgrzytów i bez nadzwyczajnych wydarzeń! Wtedy
może nawet codziennie odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, może też
codziennie zapewniamy Jezusa o swojej do Niego miłości i ufności w Jego
bezgraniczne miłosierdzie…
Ale … czy tak samo myślimy i czujemy,
gdy krzyż przyciśnie do ziemi;
gdy brak nam sił, by go unieść;
gdy dopadnie nas jakieś nieszczęście;
gdy czujemy się całkowicie opuszczeni i
samotni w swym cierpieniu;
gdy nikt nas nie rozumie;
gdy jesteśmy całkowicie bezsilni wobec
zła;
gdy wielkość problemów nas przerasta;
Czy wtedy potrafimy powiedzieć Jezu,
ufam Tobie!? Właśnie wtedy, gdy nie słyszymy Jego głosu… Czy potrafimy ufać
bezgranicznie? Bo wierzymy, że ON jest z nami –
-
mimo
wszystko;
-
że nigdy
nas nie opuszcza;
-
wręcz
przeciwnie – pomaga nam nieść nasz krzyż
-
i zawsze
nas kocha!!!
Może
właśnie wtedy, gdy jest nam najgorzej, trzeba – choć z wielkim trudem! –
powiedzieć: Jezu, ufam Tobie! Gdy nadejdą (a nadejdą!!!) jaśniejsze dni,
przekonamy się, że ta najkrótsza modlitwa jednak ma sens!!!
Wpis:
16 grudnia godz. 9:08