wtorek, 19 czerwca 2018

Nadzieja


Gdy tylko słonko wyjrzy zza chmur,
gdy rozjaśni obłoki
i pomaluje różową farbą,
gdy kos zaśpiewa hymn uwielbienia
na cześć Pana,
gdy gromada wróbli zaćwierka od rana…
Gdy porannym pacierzem pochwalisz Boga,
gdy powierzysz Mu troski,
i ufnie spojrzysz w przyjazne oczy,
radośniejsza staje się droga
każdego dnia…

W sercu robi się cieplej i jaśniej…
Na usta cisną się dobre słowa…
I wtedy… mówisz sobie po cichu:
Może by tak zacząć wszystko od nowa?
Z nadzieją w sercu, z ufnością wielką,
na przekór złym ludziom,
wbrew klęskom wszelkim…

To nie ułuda!
Spróbuj – zobaczysz!
Może się uda?!



poniedziałek, 18 czerwca 2018

O radości raz jeszcze


O radości – szczerej, prawdziwej, Bożej – pisałam kilkakrotnie. Ale ponieważ wokoło tyle smutku, tyle różnych złych doświadczeń, powracam do niej raz jeszcze. Wśród wielu Świętych szczególnie radosną postawą wyróżniali się św. Ojciec Pio, św. Urszula Ledóchowska, św. Filip Nereusz. Pewnie byli i inni, ale o tych wiem najwięcej, więc ich często przywołuję.    
„Smutek jest największym sprzymierzeńcem szatana, bo tą drogą, która wiedzie naprawdę do nieba jest radość” – mówił św. Filip Nereusz, słynący z ciekawych (żeby nie rzec – dziwacznych niekiedy!) pomysłów, ale pełnych autentycznej miłości do Pana Boga.
Oto kilka jego myśli:
Diabeł ucieka przed prawdziwą radością.
Radość umacnia serca i pomaga wytrwać w dobru. Jest drogą do doskonałości – najkrótszą i najpewniejszą. Im więcej w nas radości, tym bliżej nam do świętości.
Humor jest rzeczą zbyt ważną, by go traktować niepoważnie.
A to kilka wydarzeń z jego życia…
Pewnego razu, gdy odwiedził więzienie, szedł od celi do celi i pytał po kolei wszystkich więźniów, za co jest skazany i dlaczego się tutaj znajduje. Wszyscy po kolei mówili, że są niewinni. Gdy doszedł do ostatniej celi i spytał więźnia, dlaczego się tutaj znajduje, ów odpowiedział mu, że popełnił wiele złych czynów i słusznie się tu znajduje, bo zasłużył na karę. Św. Filip zwrócił się wtedy do strażników słowami: – „Tego tutaj proszę wypuścić, bo zepsuje tych pozostałych niewinnych.”
Kiedyś Święty przechadzał się z pewnym dostojnym kapłanem. Wtedy przeleciał mały ptaszek i potraktował tego kapłana jako „WC”. Kapłan nieco się oburzył, bo zrobiła się plama na sutannie. Na to odezwał się św. Filip: „Niech ksiądz się cieszy, że krowy nie latają”.
O pewnej zakonnicy – bardzo pobożnej i dokonującej cudów dowiedział się papież i zlecił zbadanie tej sprawy św. Filipowi Neri. Po długiej podróży Święty dotarł wreszcie do odległego klasztoru i poprosił o widzenie z zakonnicą. Kiedy weszła do izby, ściągnął swe zabłocone buty i poprosił, by je wyczyściła. Zakonnica fuknęła wyniośle i obróciła się na pięcie. Św. Filip założył buty i wrócił zdać sprawę papieżowi.
– Niech Wasza Świątobliwość nie wierzy tym plotkom – powiedział. – Gdzie nie ma pokory, nie może być cudów.
    Pewnej hrabinie, która nie mogła sobie poradzić z grzechami języka, kazał za pokutę rozrzucić na wietrze worek pierza. Po jakimś czasie dama przyszła znowu z tym samym wyznaniem. Święty zadał jej wtedy odwrotną pokutę: zebrać rozrzucone pióra. (Przykłady podałam za: https://gloria.tv)

Wpis: 18 czerwca godz. 10:04

niedziela, 17 czerwca 2018

Ptasi koncert


Wracam rankiem z kościoła,
uśmiecham się do wszystkich…
Szczęść Boże  głośno wołam
i życzę Bożej radości…

Niech  radość wypełnia Twe serce…
Niech Bóg Ci błogosławi…
Niech będzie pochwalony,
niech Jego imię się sławi…

Sławią Go leśni mieszkańcy…
Bo, co znowu słyszę?
Koncert w lesie głośny,
miły dla ucha i bardzo radosny…

Koncert na wiele skrzypiec,
na sto głosów i więcej…
Wszyscy chwalą Boga
w serdecznej podzięce…

Koncert uwielbienia pod niebiosa płynie…
Staję, słucham i tak myślę sobie,
że pięknie być ptakiem o głosie słowiczym…
I tak wyśpiewywać Tobie!

Moje ptaszki kochane,
Czy zawstydzić mnie chcecie?
Ja też śpiewam hymny
i też chwalę Pana…
Tylko troszkę inaczej…
Tak po swojemu, lecz równie radośnie…
I powiem wam na ucho; w sercu Pana niosę!      

sobota, 16 czerwca 2018


Gdy dopada cię smutek…
Gdy ogarnia rozpacz i trwoga…
Gdy straciłeś sens życia…
Gdy nie widzisz mądrego wyjścia…
Gdy osaczyło cię zło
tak bardzo, że toniesz w jego otchłani…
Gdy choroba doskwiera
i ból nie do zniesienia…
Gdy bieda zagląda do okien
i puka do twych drzwi…
Gdy złe słowa ranią jak kolce…
Gdy nie wiesz, co zrobić, co począć…
Weź różaniec do ręki,
weź i ucałuj ze czcią,
bo wiedz, że całujesz Jej ręce,
ręce Najświętszej Panienki…
Ona – Mateczka kochana -
zrozumie twój ból,
poprowadzi z wielką miłością
drogą ku dobru…
Uklęknij z dala od świata hałasów!
Weź różaniec do ręki!
Nie trać cennego czasu!              


Dobroć i pokora są najmilsze Bogu i ludziom. Człowiek dojrzewa w pokorze serca. Im bardziej się on umniejsza w sobie, tym więcej Bóg wzrasta w nim. Św. Antoni  Padewski

piątek, 15 czerwca 2018

O odwadze raz jeszcze


O jaką odwagę tu chodzi? - zapytasz może, Drogi Czytelniku. W poprzednim wpisie zacytowałam słowa stylizowane na mowę Pana Jezusa z książki „Naśladowanie Serca Jezusowego”, dotyczące właśnie odwagi. Nie żyjemy w czasach, gdy trzeba wielkiego heroizmu, by przyznać się do swojej wiary. Mam na myśli naszą Ojczyznę. Dzisiejsza odwaga nie wymaga już ani tak wielkich ofiar, ani tak  wielkiego bohaterstwa, jak wtedy, w czasach starożytnego Rzymu, gdy za przekonania cezar wysyłał chrześcijan na pożarcie przez dzikie zwierzęta!
Jak łatwo pisać o odwadze… Ale jak trudno niekiedy dać jej osobisty dowód!

Na czym zatem może i powinna polegać Twoja i moja odwaga, nasza – chrześcijańska? Ma znacznie skromniejszy, ale równie wielki wymiar! Tak uważam. Przyznać się do Chrystusa można na różne sposoby! Na przykład nie „opluwać” Kościoła, Ojca Świętego, kapłanów! Znam ludzi, którym nic się nie podoba, ciągle mają coś za złe… Spróbujmy dostrzec wszelkie działania dla dobra nas wszystkich! Przecież to dobro istnieje! Jakże modne jest obecnie wszechobecne krytykanctwo! Nie mylmy z krytyką, która ma także swoje dobre strony. Nie uogólniajmy złych opinii dotyczących jednostek w Kościele. Znam pana, który objechał bez mała cały świat, a twierdzi, że zawsze spotykał tylko wspaniałych kapłanów. Żeby to dostrzec, potrzeba tylko trochę dobrej woli i… miłości bliźniego! Od krytyki, zwłaszcza zjadliwej, nikt nie stanie się lepszy! A może warto byłoby zapytać samego siebie (samą siebie), co ja zrobiłem (zrobiłam) dla dobra Kościoła, do którego przecież poprzez Chrzest Święty należę! To też byłby pewien bardzo ważny przejaw odwagi!  
O krytykanctwie pisałam już w różnych aspektach i przy różnych okazjach. Zawsze mnie raziło, podobnie, jak ironia!  Kim jestem, bym mogła wypowiadać złośliwe sądy o bliźnich? Co mnie do tego upoważnia? Są to pytania, które może zadać sobie każdy z nas. Absolutnie nic mnie nie upoważnia, bo sam jestem zwyczajnym człowiekiem, który popełnia mnóstwo błędów, tylko… może ich po prostu nie dostrzegam.

Wpis: 15 czerwca godz. 9:20


czwartek, 14 czerwca 2018


Im odważniejszy będzie człowiek w zwyciężaniu siebie i im więcej zwycięstw nad sobą odniesie, tym silniejszy będzie w sobie, a w przyszłości tym łatwiej i skuteczniej będzie zwyciężał. A wiec, synu, odwagi! Zwyciężaj siebie samego, abyś do Mnie się zbliżył i naśladował Mnie. (…) Przekonaj się, czy jesteś prawdziwym uczniem Serca Mojego.  (…) Bądź szlachetny i naśladuj Mnie, wodza, opiekuna i pocieszyciela swego, a nie troszcz się o to, co ci zrobi człowiek. Cichym i pokornym sercem zniesiesz wyrządzone ci krzywdy, masz bowiem dowód  obecnej i działającej w tobie łaski. Z książki „Naśladowanie Najświętszego Serca Jezusowego”

Wpis: 14 czerwca godz. 13:27