Nie zamierzam nikogo pouczać, ale pewne
refleksje około-adwentowe nasuwają się
same. Musimy sobie uświadomić prawdę o sobie. Wszyscy jesteśmy słabymi ludźmi –
na co dzień nie ma bohaterów! Wszyscy niesiemy w sobie ułomności, słabości,
wady... Jakkolwiek by ich nie nazwać, przeszkadzają w obcowaniu z innymi
ludźmi! Mamy inne oczekiwania, inne poglądy na tysiące spraw, które stają przed
nami każdego dnia. I – czy nam się to podoba, czy nie – musimy im stawić czoła.
Pewnie, możemy powiedzieć też: ten i tamten mnie denerwuje, jest okropny i tak
dalej... Ale – być może – ten i ów człowiek myśli podobnie o nas!..
Święci byli normalnymi ludźmi i też
musieli zmagać się z różnymi problemami... Choćby taka s. Faustyna! Najpierw
nikt jej nie dowierzał, że rozmawia z Panem Jezusem, potem wyśmiewano ją i dokuczano;
posądzano, że udaje, zmyśla etc. Myślę, że nie na darmo powstał jej
„Dzienniczek”! Pan Jezus wiedział, co robi, każąc jej spisywać swoje myśli, a
nade wszystko słowa Mistrza, bo właśnie te słowa są najdoskonalszym
„podręcznikiem”, kształcącym nasze ego.
Nikt do końca nie jest zły, bo jest -
chociaż w małym stopniu - obrazem Boga. ON kocha wszystkich takimi, jakimi są.
Może w ten sposób należałoby spojrzeć na bliźnich wokół siebie. Na pewno nie
jest to łatwe – wiem coś o tym!
Ale z drugiej strony warto też
przyjrzeć się sobie! Okazywanie niechęci, dezaprobaty wobec bliźnich, nie
wzbudzi w nikim dobrych uczuć. Do kogokolwiek skierujemy agresywne słowa (nawet
uzasadnione), ten człowiek odpowie nam w ten sam sposób!
Adwent jest dobrym okresem, by
przyjrzeć się swemu wnętrzu – czy ja jestem w porządku?
Wpis: 6 grudnia godz. 15:27