czwartek, 22 stycznia 2026

 

W duchu wolności przyznaję się publicznie do Chrystusa! Jakże się do Niego nie przyznać, jak Go nie kochać, skoro jest samym Dobrem i Miłością, prowadzi mnie przez życie - wcale nie drogą usłaną różami, ale często wyboistą, najeżoną licznymi kolcami i cierniem… Ale wśród tej trudnej drogi ON zawsze jest ze mną – wiem to!

Czy to jest powód do chwalenia się swoją postawą, swoimi przekonaniami? I tak, i nie! Tak – bo jest wielką łaską być uczniem Chrystusa (mimo że bardzo niedoskonałym!). A nie – bo może to być mi poczytane za pychę! Trudno, każdy ma prawo do własnego osądu.

Ale czy Pan Jezus nie zasługuje, aby o Nim mówić i pisać otwarcie?! To przecież On sprawia, że dzięki Jego żywej obecności w Eucharystii stajemy się ludźmi szczęśliwymi.

Dusza żywi się tym, z czego się cieszy – mówi św. Augustyn. O miłości do Boga pisali wielcy święci, których podziwiam – Paweł, Augustyn, Tomasz z Akwinu, Jan od Krzyża, mała Tereska, Faustyna, Edyta Stein, Ojciec Pio i wielu innych… Dlaczego ja nie mam o niej napisać, mimo że jestem tylko małym człowieczkiem?!

Moja miłość wcale nie jest doskonała, bez skazy, wręcz przeciwnie – wiele w niej chropowatości, niewierności, czasami nawet buntu. Bo jest to miłość na miarę słabego człowieka, który pragnie być lepszy, a ciągle się potyka, upada, grzeszy, a potem ma wyrzuty sumienia. Ale ta miłość – choć tak nieudolna – jest we mnie! I cieszę się z tego!!!

Nie czuję się jakimś wybrańcem, wręcz przeciwnie – jestem przekonana, że każdy z nas może doświadczyć uzdrawiającej mocy i miłości Chrystusa! Wystarczy tylko chcieć! Na kolanach możemy wyprosić wszystko!

Bez tej miłości można żyć, ale czym wtedy napełnić serce?

 

 Wpis: 22 stycznia godz. 10:20