Okazuje się – nie pierwszy raz zresztą!
– że czas choroby może być nawet owocny. Dopadła mnie grasująca po bezdrożach
grypa i to tak nieszczęśliwie, że wyłączyła z normalnego biegu życia na prawie
dwadzieścia dni. Ale przekonywałam samą siebie, że skoro tylu ludzi choruje, to
muszę okazać się „solidarna” i z pokorą przyjąć to, co na mnie spadło. Zatem,
acz z oporami (a momentami nawet złością) przyjęłam. Przecież całkiem niedawno
napisałam w tym miejscu, cytując słowa pewnego kapłana, że „wszystko należy
przyjąć”.
W zasadzie jest w tym głęboki sens.
Chętnie bowiem przyjmujemy radosne wieści, radosne wydarzenia, ale znacznie
gorzej jest z tym, co nas przytłacza, co nie jest miłe, co nam się nie podoba… Choroby
żadnej przecież nie lubimy! I po prostu się boimy! Zaraz bowiem pojawia się
pytanie, a może nawet kilka pytań: Czy dam radę to unieść? Dlaczego właśnie ja,
przecież wcale tego nie chcę? I dziesiątki innych – mniej lub bardziej żałosnych
pytań…
Ale… okazało się, że czas choroby można
wykorzystać – mimo dolegliwości, mimo złego samopoczucia, mimo żalu nie wiadomo
do kogo, że cierpimy! Właśnie doszłam do takiego wniosku! Chodzi o to, by nie
zmarnować tego czasu!
Szukając książek, które pomogłyby mi przygotować
się na spotkanie Duchowych Dzieci św. Ojca Pio, natknęłam się – między innymi –
na postać Anny Katarzyny Emmerich. Któż jej nie zna lub o niej przynajmniej nie
słyszał? Przecież na podstawie jej wizji Mel Gibson nakręcił wstrząsający film
„Pasja” o męce naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Ale nie o tym chcę teraz powiedzieć!
Uderzyło mnie w jej postawie niezwykła wytrwałość w znoszeniu cierpień.
Wytrwałość, podyktowana nieopisanie wielką miłością do Chrystusa!
I znowu pojawiły się pytania – tym
razem mądrzejsze i bardzo ważne! Wytrwałość bowiem nie jest mocną stroną
człowieka. Mam na myśli przeciętnych ludzi, w tym także siebie samą, często
bowiem w porywie serca coś obiecujemy, przyrzekamy, a szara codzienność
weryfikuje nasz słomiany zapał i sprowadza nas „na ziemię”. Wytrwałość bowiem -
to równie piękna, co trudna cecha! I niezwykle ważna dla każdego homo
sapiens – niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga, czy też nie. Wytrwałość
bowiem kształtuje nasz charakter!
Co jeszcze można powiedzieć o
wytrwałości? Jest nam wszystkim bardzo potrzebna w różnych sytuacjach
życiowych! Choćby w postanowieniach, w dążeniu do jakiegoś celu (niezależnie od
tego czy jest on mały czy duży).
Słowo „wytrwałość” ma wiele synonimów! Wytrwałość
– to konsekwencja, to zgodność własnych myśli i czynów, to cierpliwość, niestrudzoność,
gorliwość, dokładność, ofiarność, pracowitość, rzetelność, uczciwość, wierność…
Jest bardzo potrzebna także w modlitwie,
którą zanosimy do Pana Boga!
Przywołałam postać bł. Anny Katarzyny. Nie
dlatego, aby życzyć komukolwiek tak bardzo trudnych doświadczeń w postaci
heroicznego współcierpienia z męką
Chrystusa. Anna Katarzyna to piękna postać, która uczy nas cierpliwości
i wielkiej wytrwałości. Ten przymiot bardzo się przydaje w codzienności,
również w chorobie!
Wpis: 21 lutego godz. 10:30