czwartek, 5 lutego 2026

Wszystko przyjąć?

 

Jak nietrudno zauważyć, pewne myśli powtarzam po latach. Dlaczego? Z dwóch względów. Po pierwsze - zadaję sobie pytanie, czy to, co napisałam kiedyś, odmieniło moją osobę? Ale także dlatego, że życie powraca z podobnymi problemami.

A zatem… Wszystko trzeba przyjąć!

Co przyjąć? Na wszelkie dobro jesteśmy wszyscy otwarci: chętnie słyszymy dobre słowa,  może nawet jakąś pochwałę, bo to „podnosi” nasze ego… Cieszymy się, gdy jesteśmy zrozumiani – nie tylko przez najbliższych.

Ale – jak to bywa w przypadku słów krytycznych, może nawet ostrych?! Są trudne do przyjęcia!!!

Bywają też sytuacje trudne do przyjęcia, ale… musimy sobie z nimi radzić - czy tego chcemy, czy nie chcemy!

Zatem… może rzeczywiście wszystko trzeba przyjąć!? Na przykład – co?

Właśnie tę krytykę;

słowa trudnej prawdy od drugiego człowieka;

także słowo bolesne…

Trudności życiowe (bo – paradoksalnie! - nas ubogacają i czynią silniejszymi!)

Złość drugiego człowieka;

niezasłużoną naganę;

niespodziewaną reprymendę;

dezaprobatę ze strony osób, od których najmniej tego się spodziewamy;

nawet odrzucenie;

porażkę i upokorzenie;

brak zaufania od ludzi, których uważamy za przyjaciół;

brak miłości ze strony bliźniego…

To wszystko uczy nas pokory – trudnej i niekiedy – zdaje się – nieosiągalnej! Ale jednak możliwej!

Bo… tego wszystkiego doświadczył Pan Jezus i nadal doświadcza!

Często „chodzi” mi pogłowie taka myśl: Pan Jezus uzdrowił tysiące ludzi, pomagał, podnosił na duchu i nade wszystko kochał! A potem ci sami ludzie Go ukrzyżowali!!!

Nie muszę dodawać, ze Chrystusowa postawa jest najlepszą lekcją pokory. Prawdziwej! Ja jej jeszcze nie osiągnęłam!

 

Wpis: 5 lutego godz. 10:00