Czy jeszcze coś Cię wzrusza, Człowieku XXI wieku?
To pytanie kieruję zarówno do siebie samej, jak i do Ciebie, który czytasz te
słowa. Może trzeba je sobie zadać właśnie teraz, gdy życie toczy się na
najwyższych obrotach, gdy brak czasu na głębszą refleksję, a uznane od wieków
wartości tracą pierwotny sens!
Czy zatem jeszcze umiem się wzruszyć? Czy w ogóle
coś jeszcze potrafi poruszyć moje serce?
Pytanie niby proste, niby naiwne, ale myślę, że nie
do końca… Warto je zadać sobie od czasu
do czasu, aby ocenić stan swojego serca? Swojej duszy, swojego sumienia? Na przestrzeni
mojego długiego życia było wiele wzruszających momentów… Często były to losy bohaterów
książkowych. Bo przecież życie ukazane w literaturze jest odzwierciedleniem
rzeczywistości – czasami niezwykle brutalnej.
Dzisiaj wzrusza mnie wiele życiowych spraw
dotyczących ludzi pokrzywdzonych przez los, smutnych i nieszczęśliwych…
Pozostały też inne wzruszenia…
Zatem - co mnie wzrusza?
Dobroć i nieudawana pokora ludzi, których spotykam
na swej drodze;
niewinne oczy dzieci;
ciągle jeszcze Ania z Zielonego Wzgórza.
W naszym kościele – wzrusza mnie piękny śpiew
naszego ks. Proboszcza, Agnieszki i Piotra oraz chóru.
Zawsze błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem;
wiele dobrych słów płynących od ołtarza;
każda adoracja Pana Jezusa, ukrytego w monstrancji…
Wzruszenie sprawia, że serce jeszcze nie wyschło!
Wpis:
14 czerwca godz. 14:15
