Czasami warto wyjść „na pustynię”, poza
sferę codziennych spraw, często bardzo trudnych;
nabrać dystansu do życia, do tego
wszystkiego, co męczy i przytłacza;
pomilczeć, pobyć z sobą samym;
wsłuchać się w rytm własnego serca,
którego na co dzień prawie nie słyszymy pośród pośpiechu, obowiązków i
nieustannego hałasu świata.
Dopiero wtedy człowiek zaczyna
rozumieć, jak bardzo jest zmęczony i jak bardzo potrzebuje oddechu dla duszy.
Na tej wewnętrznej pustyni nie ma
masek, nie ma udawania ani konieczności spełniania cudzych oczekiwań. Jest
tylko cisza, która początkowo może niepokoić, lecz z czasem staje się kojąca
jak ciepłe światło słońca. To właśnie w ciszy dojrzewają najważniejsze
pytania i rodzą się najprawdziwsze odpowiedzi. Tam można na nowo odnaleźć
siebie — tego zagubionego pomiędzy obowiązkami, troskami i codzienną walką o
przetrwanie.
Człowiek odkrywa wtedy, że nie musi być
zawsze silny, że ma prawo do słabości, do łez, do chwili zatrzymania. I że
czasem największą odwagą jest pozwolić sobie odpocząć. Bo dusza, podobnie jak
ziemia, potrzebuje chwili ciszy, aby znów mogło na niej wyrosnąć coś pięknego.
Wpis: 20 maja godz. 9:45