czwartek, 26 lutego 2026

 

Wszyscy potrzebujemy akceptacji, miłości, dobroci… Człowiek potrzebuje człowieka! Dlaczego więc tyle zła, jadu nienawiści, na przykład w internecie! Może właśnie dlatego, że nie doświadczyliśmy miłości, mądrej tolerancji i akceptacji? Jest Wielki Post – czas szczególny, aby zajrzeć w swoje serce, sumienie i dostrzec zło, które nas uwiera!  

Dobro powiela dobro! Zło też! Nawet tym bardziej!

Dlaczego Bóg – samo Dobro i Miłość – jest taki trudny do przyjęcia?!

 

Wpis: 26 lutego godz. 9:00

środa, 25 lutego 2026

Jeszcze kilka słów o przyjaźni ze świętymi...

 

Pragnę dopowiedzieć kilka słów do wczorajszych refleksji  o przyjaźni ze świętymi. Nic szczególnie odkrywczego, ale warte uwagi!

Cóż jeszcze może oznaczać przyjaźń ze świętym? Myślę, że warto w nim odnaleźć cząstkę siebie i zapytać, jak on to robił, jak kształtował takie czy inne cechy, które też chciałabym doskonalić w sobie!

Nie tylko można, ale trzeba prosić o opiekę, pomoc, radę!

Korzystać z przykładu w różnych sytuacjach.

Wzywać pomocy w określonych sytuacjach.

Pamiętajmy, że święci chcą nam pomagać, nawet prowadzić, musimy im tylko powierzyć swoje troski, problemy, swoje życie.

Dziękujmy im za obecność i pomoc. Wzywajmy ich i módlmy się do nich!

 

Wpis: 25 lutego godz. 10:45 

wtorek, 24 lutego 2026

Przyjaźn ze Świętymi

 

Warto zaprzyjaźnić się nie tylko z Panem Jezusem, ale i ze Świętymi! Ta myśl błysnęła mi już jakiś czasu temu. Jest nadal aktualna, chciałabym zatem na ten temat napisać kilka słów. Że warto się zaprzyjaźnić, to pewne, tylko jak to zrobić?! Myślę, że nie jest to takie trudne!

Jeśli przyjaźnimy się z jakąś osobą, to z jakichś przyczyn. Mamy podobne poglądy, upodobania, i - jak to się mówi – nadajemy na tych samych falach, ufamy jej i oczekujemy zrozumienia. I jeszcze jedno, bardzo ważne! Staramy się dostrzec w nich coś dobrego, nieprzeciętnego, czego jesteśmy pozbawieni, a tak bardzo chcielibyśmy to osiągnąć. W przypadku przyjaźni ze świętymi jest podobnie.

Kim oni są? Święci to ludzie mieszkający już w niebie, ale przecież chodzili po świecie, doświadczali niekiedy różnych przeciwności. Ich życie wcale nie było usłane różami! Niekiedy były to wielkie kłody, które pokonywali z miłości do Pana Boga.

Warto się zastanowić, z jakich powodów zostali wyniesieni na ołtarze. Co ich wyróżniało spośród współczesnych?

Wśród nich jest wielu męczenników za wiarę i za Chrystusa; to bohaterowie! Nie każdemu dana jest tak wielka siła i – myślę! – Pan Jezus od nas tego wcale nie wymaga. Ale – oczekuje godnego życia i nieustannego wspinania się w Górę.

„Przez przypadek” ciekawe spostrzeżenia na ten temat przeczytałam w książce „Na rozdrożu” autorstwa abp.  Georga Ganswein’a – z podtytułem: „Jaka jest przyszłość naszej wiary”, a które to spostrzeżenia doskonale korespondują z propozycją zaprzyjaźnienia się ze świętymi.

Oto fragment: „Czcimy świętych, wzywając ich wstawiennictwa. Okazujemy tym samym ufność, którą w nich pokładamy, ponieważ oni zanoszą nasze modlitwy przed tron Wszechmogącego. Wydaje się, że Bóg niejako wyznaczył niektórych świętych do określonych zadań. (…) Jak często wzywaliśmy św. Antoniego z Padwy, gdy coś zgubiliśmy, i jak często prośba za jego wstawiennictwem pozwalała nam odnaleźć zgubiony przedmiot. (…)

Najlepszy kult świętych (a więc i przyjaźń z nimi – przyp. mój) odbywa się nie tylko poprzez rzeczy zewnętrzne, a czasami powierzchowne. Najlepsze oddanie czci świętym odbywa się poprzez naśladowanie. Oni są żywą Ewangelią. Powinniśmy brać z nich przykład. Oczywiście nie wszystko, co robili święci, nadaje się do naśladowania. Niektóre rzeczy należy podziwiać, ale już nie naśladować. (…) Warto wyruszyć w drogę ku świętości, ponieważ:

Tylko święci uleczą świat –

zniekształcony przez gnających,

zniszczony przez nienawidzących,

spustoszony przez próżniaków i zarozumiałych.

Budujący w ciszy wzniosą dom;

wyrzekający się przyozdobią go,

służący Bogu  pobłogosławią czas –

pokutując, złagodzą ból.

Przyłącz się, to twoje zadanie:

Przystąp do świętych i ulecz świat.” (Abp Georg Gansweein, Na rozdrożu, s. 183 – 185)

 

Wpis: 24 lutego godz. 13:38

poniedziałek, 23 lutego 2026

Ważne dla ducha i ciała!

 

„Dyrektor George Washington University School of Medicine przekonuje, że mózg starszej osoby jest znacznie bardziej praktyczny niż się powszechnie uważa. W tym wieku interakcja prawej i lewej półkuli mózgu staje się harmonijna, co poszerza nasze możliwości twórcze. Dlatego wśród osób po 60. roku życia można znaleźć wiele osobowości, które dopiero rozpoczynają swoją twórczą działalność.

Oczywiście mózg nie jest już tak szybki jak w młodości. Zyskuje jednak na elastyczności. Dlatego z wiekiem chętniej podejmujemy właściwe decyzje i jesteśmy mniej narażeni na negatywne emocje. Szczyt ludzkiej aktywności intelektualnej przypada na około 70. rok życia, kiedy mózg zaczyna funkcjonować na pełnych obrotach.

Z biegiem czasu wzrasta ilość mieliny w mózgu, substancji, która ułatwia szybki przepływ sygnałów między neuronami. Dzięki temu zdolności intelektualne wzrastają o 300% w stosunku do średniej.

Interesujące jest również to, że po 60 latach człowiek może używać dwóch półkul jednocześnie. Pozwala to rozwiązywać znacznie bardziej złożone problemy.

Profesor Monchi Uri z Uniwersytetu w Montrealu uważa, że ​​mózg staruszka wybiera drogę, która zużywa mniej energii, eliminuje zbędne i pozostawia tylko właściwe opcje rozwiązania problemu. Przeprowadzono badanie z udziałem różnych grup wiekowych. Młodzi ludzie byli bardzo zdezorientowani przy zdawaniu testów, a ci powyżej 60. roku życia podejmowali właściwe decyzje.

Przyjrzyjmy się teraz cechom mózgu między 60. a 80. rokiem życia. Są naprawdę różowe.

CHARAKTERYSTYKA MÓZGU OSOBY STARSZEJ.

1.Neurony w mózgu nie umierają, jak mówią wszyscy wokół. Powiązania między nimi po prostu znikają, jeśli ktoś nie angażuje się w pracę umysłową.

2.Rozproszenie uwagi i zapomnienie powstają z powodu nadmiaru informacji. Dlatego nie musisz koncentrować całego życia na niepotrzebnych drobiazgach.

3.Od 60. roku życia przy podejmowaniu decyzji człowiek nie używa tylko jednej półkuli mózgu, jak młodzi ludzie, ale obu.

4.Wniosek: jeśli człowiek prowadzi zdrowy tryb życia, porusza się, dba o aktywność fizyczną i jest w pełni aktywny umysłowo, zdolności intelektualne NIE spadają z wiekiem, po prostu ROSNĄ, osiągając szczyt w wieku 80-90 lat.

ZDROWE WSKAZÓWKI:

1) Nie bój się starości.

2) Staraj się rozwijać intelektualnie.

3) Naucz się nowych rzemiosł, twórz muzykę, naucz się grać na instrumentach muzycznych, maluj obrazy! Tańcz!

4) Interesuj się życiem, spotykaj się i komunikuj z przyjaciółmi, planuj przyszłość, podróżuj najlepiej jak potrafisz.

5) Nie zapomnij iść do sklepów, kawiarni, na pokazy.

6) Nie zamykaj się sam, to jest destrukcyjne dla każdego.

7) Bądź pozytywny, zawsze żyj z myślą: „wszystkie dobre rzeczy jeszcze przede mną!” (Źródło: New England Journal of Medicine)

 

Wpis: 23 lutego godz. 9:00

niedziela, 22 lutego 2026


Udostępnienie 22 lutego godz. 12.44

 

sobota, 21 lutego 2026

Owocny czas choroby

 

Okazuje się – nie pierwszy raz zresztą! – że czas choroby może być nawet owocny. Dopadła mnie grasująca po bezdrożach grypa i to tak nieszczęśliwie, że wyłączyła z normalnego biegu życia na prawie dwadzieścia dni. Ale przekonywałam samą siebie, że skoro tylu ludzi choruje, to muszę okazać się „solidarna” i z pokorą przyjąć to, co na mnie spadło. Zatem, acz z oporami (a momentami nawet złością) przyjęłam. Przecież całkiem niedawno napisałam w tym miejscu, cytując słowa pewnego kapłana, że „wszystko należy przyjąć”.

W zasadzie jest w tym głęboki sens. Chętnie bowiem przyjmujemy radosne wieści, radosne wydarzenia, ale znacznie gorzej jest z tym, co nas przytłacza, co nie jest miłe, co nam się nie podoba… Choroby żadnej przecież nie lubimy! I po prostu się boimy! Zaraz bowiem pojawia się pytanie, a może nawet kilka pytań: Czy dam radę to unieść? Dlaczego właśnie ja, przecież wcale tego nie chcę? I dziesiątki innych – mniej lub bardziej żałosnych pytań…

Ale… okazało się, że czas choroby można wykorzystać – mimo dolegliwości, mimo złego samopoczucia, mimo żalu nie wiadomo do kogo, że cierpimy! Właśnie doszłam do takiego wniosku! Chodzi o to, by nie zmarnować tego czasu!

Szukając książek, które pomogłyby mi przygotować się na spotkanie Duchowych Dzieci św. Ojca Pio, natknęłam się – między innymi – na postać Anny Katarzyny Emmerich. Któż jej nie zna lub o niej przynajmniej nie słyszał? Przecież na podstawie jej wizji Mel Gibson nakręcił wstrząsający film „Pasja” o męce naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ale nie o tym chcę teraz powiedzieć! Uderzyło mnie w jej postawie niezwykła wytrwałość w znoszeniu cierpień. Wytrwałość, podyktowana nieopisanie wielką miłością do Chrystusa!

I znowu pojawiły się pytania – tym razem mądrzejsze i bardzo ważne! Wytrwałość bowiem nie jest mocną stroną człowieka. Mam na myśli przeciętnych ludzi, w tym także siebie samą, często bowiem w porywie serca coś obiecujemy, przyrzekamy, a szara codzienność weryfikuje nasz słomiany zapał i sprowadza nas „na ziemię”. Wytrwałość bowiem - to równie piękna, co trudna cecha! I niezwykle ważna dla każdego homo sapiens – niezależnie od tego, czy wierzymy w Boga, czy też nie. Wytrwałość bowiem kształtuje nasz charakter!

Co jeszcze można powiedzieć o wytrwałości? Jest nam wszystkim bardzo potrzebna w różnych sytuacjach życiowych! Choćby w postanowieniach, w dążeniu do jakiegoś celu (niezależnie od tego czy jest on mały czy duży).

Słowo „wytrwałość” ma wiele synonimów! Wytrwałość – to konsekwencja, to zgodność własnych myśli i czynów, to cierpliwość, niestrudzoność, gorliwość, dokładność, ofiarność, pracowitość, rzetelność, uczciwość, wierność…

Jest bardzo potrzebna także w modlitwie, którą zanosimy do Pana Boga!

Przywołałam postać bł. Anny Katarzyny. Nie dlatego, aby życzyć komukolwiek tak bardzo trudnych doświadczeń w postaci heroicznego współcierpienia z męką  Chrystusa. Anna Katarzyna to piękna postać, która uczy nas cierpliwości i wielkiej wytrwałości. Ten przymiot bardzo się przydaje w codzienności, również w chorobie!

 

Wpis: 21 lutego godz. 10:30

piątek, 20 lutego 2026

Szczęście ma wiele imion

 

Czy myślisz o szczęściu? Czymże ono jest? Czy zadajesz sobie przynajmniej od czasu do czasu to pytanie? Ja – muszę przyznać – dość często pytam: Czy szczęście istnieje? Czy jest tylko iluzją? Jak je osiągnąć? Takie i podobne pytania nurtują – myślę – każdego homo sapiens… Nie jestem w tej kwestii ani odkrywcza, ani odosobniona, bo zadawali je sobie ludzie, odkąd istnieje świat. Pytali mędrcy i ludzie prości, pytali młodzi i starzy, wierzący i niewierzący… Bo prawdą jest, że każdy pragnie być szczęśliwy! Tylko trudno znaleźć drogę do tego szczęścia! Kiedyś Adam Asnyk napisał sonet, zaczynający się od słów: Siedzi ptaszek na drzewie i ludziom się dziwuje, że najmędrszy z nich nie wie, gdzie się szczęście znajduje… No, właśnie!

O szczęściu pisałam już kilkakrotnie w różnym kontekście, ale jest to temat, do którego się wraca, któż z nas bowiem nie pragnie być szczęśliwym człowiekiem! I każdy z nas ma swoje przemyślenia na ten temat. Wiem z całą pewnością, że szczęście nie jest stanem trwałym. Przecież każdy z nas doświadcza najróżniejszych przeżyć – niekoniecznie zawsze radosnych! Każdy ma swoje duże i małe szczęścia, prawda?

Gdzie zatem jest to szczęście? Tak upragnione i poszukiwane?! 

Pytam samą siebie, czy jestem człowiekiem szczęśliwym? Tak!!!! Zdecydowanie tak! Mimo życiowych perturbacji (których zresztą nikomu nie braknie!!!), mimo wielu smutków (których też nie braknie nikomu!) uważam siebie za człowieka szczęśliwego! Przeżywam piękny czas –

czas wypełniony ciekawymi pasjami, 

czas dojrzały nie tylko wiekiem,

ale przede wszystkim czas dojrzały w wierze i absolutnej pewności, że w mojej drodze towarzyszy mi Chrystus. Ta pewność dodaje skrzydeł i  odwagi, bo wiem, że KTOŚ mnie kocha największą miłością, jaką można sobie wyobrazić, miłością, która wybacza błędy i niedoskonałości,

Kto zawsze pomaga powstać,

Kto jest moim najprawdziwszym, najszczerszym i bezinteresownym Przyjacielem,

Kto nigdy mnie nie zawiódł i nie zawiedzie,

Kto pomaga przezwyciężyć trudności,

Kto rozwiewa wątpliwości związane z wiarą i tym, co robię, kształtując swoją osobowość,

Kto rozgrzesza mnie z błędów, wierząc w pragnienie mojej poprawy,

Kto swoją obecnością poprzez Komunię św. obdarowuje mnie każdego dnia pokojem serca i wewnętrzną radością…Ta Chrystusowa miłość zaowocowała właśnie tym szczęściem – jednak osiągalnym!!! Chociaż – dodajmy – wcale niełatwym  do odnalezienia!

 

Wpis: 20 lutego godz. 9:10