Najdroższy Panie Jezu!
Moja lista wdzięczności jest
baaaaaaaardzo długa! Pan Bóg nieustannie stawia na mojej drodze ludzi, od
których doświadczam dobra, od których ciągle się uczę… Dziś jednak myślę o
Tobie, Najdroższy Jezu! Jesteś bowiem najważniejszy wśród wszystkich, którym winna
jestem wdzięczność! Wprawdzie jesteś Osobą Boską, ale to nie może umniejszyć
rangi moich uczuć, wręcz przeciwnie – potęguje ogromną falę wdzięczności. Zdałam
sobie sprawę, że ci wszyscy ludzie, którym winna jestem wdzięczność, to
przecież nikt inny, jak nikły odblask Twojej Osoby! Ale przed nimi stoisz
zawsze Ty, mój Najdroższy Przyjacielu, który trwasz przy mnie od ponad osiemdziesięciu
pięciu lat niezmiennie, prowadzisz przez wszystkie zawiłe ścieżki życia i nigdy
mnie nie opuszczasz – nawet wtedy, gdy zdarzy mi się od Ciebie oddalić. Zatem
do Ciebie kieruję list z wyrazami wdzięczności.
Wiem, że nigdy nie zdołam Ci odpłacić
za wielkie dobro, które otrzymuję od Ciebie każdego dnia i nigdy nie zdołam
wyrazić w pełni wdzięczności, która przepełnia moje serce! Każde słowo byłoby
zbyt słabe, by odzwierciedlić to, co myślę i czuję.
Nie dość bowiem, że w czasie ostatniej
wieczerzy ustanowiłeś Najświętszy Sakrament, zostawiając nam swoje Ciało i Krew
w postaci Komunii św., to jeszcze za pośrednictwem s. Faustyny wskazałeś
ludzkości na swoje miłosierdzie w pięknym obrazie. Tej ludzkości, która jest
tak niewdzięczna, która każdego dnia obraża Cię
strasznymi grzechami, lekceważy Cię... A Ty, nie bacząc na nasze winy,
przychodzisz i mówisz tak po prostu: „Obiecuję, że dusza, która czcić będzie
ten obraz, nie zginie. Ja sam bronić jej będę jako swej chwały. Podaję ludziom
naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym
naczyniem jest obraz z podpisem: „Jezu, ufam Tobie!”
Prawa ręka, wzniesiona w górę,
nieustannie błogosławi wszystkim bez wyjątku, a Ty zdajesz się wołać: „Pójdźcie
do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”
Panie mój! Jak nie wyrazić Ci
wdzięczności za ten cudowny obraz? Jak nie powiedzieć Ci, że kocham Cię, choć
tak nieudolnie? Czy kiedykolwiek zdołam Ci się naprawdę odwdzięczyć za Twoją
miłość, za nieustanne pragnienie niesienia pomocy? Wiem, ile Ci zawdzięczam w
całym swoim życiu, każdego dnia; ile razy przybywasz mi z pomocą w sprawach
wielkich i małych, jak strzeżesz zarówno mnie, jak i moją rodzinę, jak mnie
wspierasz nieustannie, jak kierujesz moimi myślami i czynami!
Gdy doświadczam różnych przeciwności losu, Ty, Jezu, stajesz się
moją jedyną „deską ratunku”; nigdy jeszcze mnie nie zawiodłeś. Nie zawsze
udzielasz mi pomocy na miarę moich oczekiwań; często otrzymuję łaski, których
zupełnie się nie spodziewałam, a są one potrzebne bardziej przy kształtowaniu
ducha niż ciała.
Ty, Jezu, jesteś dla mnie nieustannym
źródłem, z którego zawsze mogę czerpać. W Tobie znajduję wszystko, co jest mi
potrzebne. Jeśli upadam na duchu, Ty podnosisz mnie, od Ciebie otrzymuję
wewnętrzną siłę. Jeśli zgrzeszę, u Ciebie znajduję miłosierdzie, otrzymuję
przebaczenie i odzyskuję pokój. W trudnych chwilach Ty mnie pokrzepiasz i
zasilasz mocą Bożą. Jeśli potrzebuję rady, otuchy i pomocy, w Tobie ją
znajduję.
Ufam Ci bezgranicznie i wierzę w
nieskończoną moc Twojej miłości i miłosierdzia! Ty pozwalasz mi trwać i kroczyć
po krętych ścieżkach życia, w trudnej codzienności!
Pisanie o sobie, o swych najgłębszych
uczuciach, nie jest czymś łatwym! Mam jednak świadomość, że w ten sposób –
przyznając się publicznie do Ciebie, Jezu, i głosząc Twoje Miłosierdzie,
spłacam wobec Ciebie dług wdzięczności.
Mogę śmiało powiedzieć, że całe moje
życie – chociaż niewolne od trosk, zawirowań i trudności – jest nieustannym
doświadczaniem Bożej miłości i opieki. Ciebie, Panie Jezu, uważam za
największego swego Przyjaciela, który nigdy mnie nie zawiódł.
Wpis: 12 kwietnia godz. 12:10
