„Gdy
przetrzymasz ufnie nawałę żywiołów zrodzonych w sercu i myślach pod wpływem
zaistniałego kryzysu, przyjdzie wyciszenie. Nie jest ono jeszcze końcem
doświadczenia ani też odnalezieniem odpowiedzi. Wyciszenie jest etapem, w
którym pokonałeś pokusę rozpaczy i buntu przeciw Ojcu. Wciąż jednak stoisz nad
ruinami tego, co kiedyś było twoim światem i w dalszym ciągu nie widzisz sensu
tego doświadczenia; nie wiesz, dlaczego przyszło, ani dlaczego przytrafiło się
właśnie tobie, ani też jak się ostatecznie zakończy.
Milczenie nie
jest pustką. Wiele się w nim dokonuje. Nie jest także jakimś tylko momentem;
jest kolejnym etapem do przejścia. Biblia ukazuje nam, jak różne mogą być
ludzkie postawy w tym czasie.
Człowiek
pozostaje w pozycji leżącej na ziemi lub na łożu: „Zmęczyłem się moim jękiem,
płaczem obmywam co noc moje łoże, posłanie moje skrapiam łzami” (Ps 6, 7).
Idzie bez celu,
chwiejąc się i potykając: „Mówię bowiem: Niech się ze mnie nie cieszą; gdy moja
noga się chwieje, niech się nie wynoszą nade mnie. Bo jestem bliski upadku i
ból mój jest zawsze przede mną” (Ps 38, 17).
Nakłada na
siebie wór pokutny lub pości zdruzgotany cierpieniem najbliższych: „A ja, gdy
chorowali, wór przywdziewałem, umartwiałem się postem, chodziłem jak w żałobie
po matce sczerniały i pochylony” (Ps 35, 13-14).
Przybierając
tak różne postawy, Psalmista poddaje się mocy milczenia. Pozwala, by stopiło i
przekształciło wszystkie jego pretensje, żale, wszelkie wierzganie przeciw
temu, co przyszło z ręki Ojca. Jest to proces, który stawia cię, tak jak
postawił Psalmistę, w obliczu bolesnej, ale zarazem zbawczej prawdy: jesteś
człowiekiem śmiertelnym i znikomym.
Milczenie w
obliczu dostrzeżonej w sobie nędzy i słabości ma fundamentalne znaczenie dla
rozwoju właściwej postawy względem Ojca. Jest to punkt wyjścia na drodze
duchowego dorastania. Ma różny czas trwania. Bywa krótkie lub dłuższe, a
niekiedy wieloletnie. To zależy od tego, jak twardą skałę do skruszenia
znajduje w tobie Jezus. Celem tego doświadczenia jest stopniowe uwalnianie cię
z wrodzonej pewności siebie i zapobiegliwości. Jest to czas rodzenia się
pokory serca.
„Są chwile, –
zanotowała kiedyś święta Faustyna – w których nie dowierzam sama sobie, jestem
przeświadczona do dna o swojej nędzy, i poznałam, że w tych chwilach mogę
wytrwać tylko ufając nieskończonemu miłosierdziu Bożemu. Cierpliwość, modlitwa
i milczenie – te wzmacniają duszę. Są chwile, w których dusza powinna milczeć i
nie godzi się jej rozmawiać ze stworzeniami; są to chwile niezadowolenia z
samej siebie”.
Milczenie
kryzysu wiedzie do miejsca, w którym doświadczasz swojej nicości, w którym
widzisz siebie jako przemijający cień. Psalmista w taki oto sposób opisał to
doświadczenie: „Pozwól mi poznać kres mojego życia i jaka jest miara dni moich,
bym wiedział, jak jestem znikomy. Oto wymierzyłeś dni moje tylko na kilka
piędzi i życie moje jak nicość przed Tobą… Człowiek jak cień przemija, na
próżno tyle się niepokoi” (Ps 39, 5-7).” (źródło: karmel.pl) Cdn. …
Wpis: 11
czerwca godz. 13:20