O Matce Bożej można mówić nieskończenie!
Zawsze z czcią i miłością. Zwracamy się do Niej w czułych słowach
dziękczynienia.
A kim Ona jest dla mnie? Kiedy myślę o
Maryi, od razu przychodzi mi na myśl słowo „Matka”. Nie tylko dlatego, że była
Matką Jezusa, ale też dlatego, że dla wszystkich jest jak dobra i kochająca
Mama. Jest Kimś, do kogo można przyjść z radością, smutkiem, strachem,
problemami, a także powierzyć jej swoją największą tajemnicę. Ona jest blisko
każdego człowieka, wyciąga ku nam swoje najczulsze ręce w geście pomocy i ratunku.
Sama przeżyła wiele trudnych chwil i wielkie cierpienie. Ale zawsze ufała Bogu. Kiedy Maryja dowiedziała się, że
zostanie Matką Jezusa, nie wiedziała, co ją czeka. Nie znała przyszłości. A
jednak zaufała Bogu. Jej fiat wymagało ogromnej odwagi. Ale nam
przyniosło zbawienie!!!
Maryja pokazuje mi, że nie zawsze muszę
znać odpowiedź. Czasami wystarczy zaufać i uwierzyć, że Bóg wie, co robi.
Wzrusza mnie jej obecność przy Jezusie
aż do końca. Stała pod krzyżem, kiedy cierpiał i umierał. Jako Matka przeżywała
wielki ból. Nie mogła zabrać Mu cierpienia. Mogła tylko być przy Nim. I właśnie
była.
Myślę, że to jest jedna z
najpiękniejszych rzeczy, których Maryja może mnie nauczyć — że czasami
największym dowodem miłości jest po prostu zostać przy kimś.
Każdy człowiek ma w swoim życiu trudne chwile
i jest mu źle. Czasami może nawet wydawać się, że nikt go nie rozumie. W takich
momentach pamiętam o Maryi, wiem bowiem, że mogę Jej powiedzieć o tym, co mnie dręczy.
Nie zawsze muszę wypowiadać długie modlitwy. Czasami wystarczy jedno „Maryjo,
pomóż mi” albo „Pod Twoją obronę…”.
Maryja słucha mnie - tak jak mama
słucha swojego dziecka; wierzę, że zanosi nasze prośby do Jezusa i pomaga nam
być bliżej Niego.
Maryja jest dla mnie również przykładem
dobroci i pokory. Nie szukała sławy. Nie chciała być najważniejsza. Po prostu
kochała Boga i ludzi, i starała się wypełniać to, czego Bóg od Niej oczekiwał.
Myślę, że we współczesnym świecie jest to bardzo trudne. Ale z pomocą Bożą
możliwe!
Kiedy patrzę na Jej życie, widzę, że
świętość nie oznacza życia bez problemów. Maryja również płakała. Bała się.
Cierpiała. Musiała patrzeć na śmierć swojego Syna. To daje mi nadzieję, bo ja
też nie zawsze jestem silna. Mam chwile, kiedy coś mnie przerasta lub nie znam
drogi wyjścia. Wtedy Maryja przypomina
mi, że w trudnych chwilach należy ufać i nigdy nie przestać wierzyć.
Czczę Maryję i kocham Ją przede
wszystkim dlatego, że czuję w Niej Matkę. Kogoś, kto nie odrzuca człowieka z
jego problemami i słabościami. Kogoś, kto nie mówi: „Musisz być idealna/y”.
Raczej przypomina: „Nie bój się. Zaufaj”.
Wpis: 15 września godz. 11:00