środa, 3 czerwca 2026

 

Kochać Jezusa dla Niego samego — to znaczy odnaleźć w Nim nie tylko pocieszenie, ratunek czy spełnienie własnych pragnień, ale umiłować Go całym sercem dlatego, że On jest. Nie dla darów, które daje, lecz dla Jego obecności. Nie z lęku przed samotnością ani z nadziei na nagrodę, lecz z zachwytu nad Jego miłością, łagodnością i prawdą.

To miłość, która nie stawia warunków. Taka, która trwa również wtedy, gdy modlitwa wydaje się nieusłyszana, gdy niebo milczy, a droga staje się coraz trudniejsza.

Kochać Jezusa dla Niego samego oznacza powiedzieć Mu: „Panie, nawet gdybyś nie dał mi nic poza sobą — Ty mi wystarczasz”.

Jest w tej miłości coś niezwykłego! Dusza przestaje szukać siebie, a zaczyna szukać Jego spojrzenia. Człowiek nie pyta już: „Co otrzymam?”, ale: „Jak mogę być bliżej Ciebie?”. Wtedy wiara staje się nie obowiązkiem, lecz tęsknotą. Modlitwa — nie tylko prośbą, lecz spotkaniem. A serce uczy się spoczywać w Bogu, jak dziecko w ramionach Ojca.

Kochać Jezusa dla Niego samego to także przyjąć Jego krzyż razem z Jego światłem. To pozostać wiernym nie tylko na Taborze zachwytu, ale i w ciszy i bólu Ogrodu Oliwnego. To wybierać Go każdego dnia — nie dlatego, że wszystko jest łatwe, lecz dlatego, że On jest godzien wszelkiej miłości.

I może właśnie wtedy człowiek odkrywa największą tajemnicę, że im bardziej kocha Jezusa bezinteresownie, tym bardziej sam staje się naprawdę kochany, przemieniony i wolny.

 

Wpis: 3 czerwca godz. 9:15