sobota, 11 stycznia 2025

O cnocie życzlwości

 „Lubię mówić o cnocie życzliwości, bo każdy jej na co dzień potrzebuje. Wciąż jej szukamy, a ona przecież nic nas tak naprawdę nie kosztuje. Jest łatwa, czasem niepozorna, bywa niezauważana i niedoceniana, chociaż bez niej żyje się trudno. Kto nie chciałby mieć życzliwych osób wokół siebie?

W dzisiejszych czasach nie mamy tak wielu możliwości, by okazać sobie nawzajem życzliwość. Nie tylko bowiem młode pokolenie żyje coraz bardziej w świecie wirtualnym, gdzie trudno wyrazić realną serdeczność. Dlatego warto zauważyć, że istotny jest bezpośredni kontakt, bo od tego właśnie rozpoczyna się zwykła ludzka życzliwość.

Według Ewagriusza z Pontu życzliwość jest „przewodniczką pokory, nienawidzi rzucania oszczerstw, jest przyjaciółką radości, zapewnia szczerości czystość, a przyjaźni autentyczność, przemawia jednym głosem z miłością, jest radością cieszących się dobrą sławą, jest zgubą dla złego działania, ćwiczeniem wewnętrznego opanowania”.

Przeciwieństwem cnoty życzliwości jest wada zazdrości. Według Mistrza z Pontu zazdrość nie występuje sama, ale jest ściśle związana z wadami pychy i próżnej chwały. Połączona z pychą jawi się jako próżność, natomiast połączenie tych trzech wad stanowi łańcuch o potrójnym splocie mocno zmieniający ludzi, przywiązujący ich do spraw tego świata. Te trzy wady występujące razem, a więc zazdrość, pycha i próżna chwała, tworzą we wnętrzu człowieka napój namiętności, czyli bardzo silną truciznę zabijającą wszelkie przejawy życia Bożego.

Lekarstwem na tę truciznę jest modlitwa o życzliwość. Różaniec jest przestrzenią, w której możemy pracować nad tą cnotą, bo modlitwa to patrzenie z życzliwością na Boga i na tych, którzy naszej modlitwy potrzebują. Modlitwa pomaga nam wchodzić w tajemnicę Boga i wspierać ludzi będących w potrzebie. (…) Różaniec stał się modlitwą wspólnoty dla wyproszenia miłosierdzia dla grzeszników. (…) Módlmy się więc z wielką życzliwością. Niech nowy rok kalendarzowy będzie przepełniony cnotą życzliwości." (ks. dr Jacek Gancarek – moderator krajowy Żywego Różańca)

 

Wpis: 11 stycznia godz. 13:15

czwartek, 9 stycznia 2025

O miłości do Chrystusa

Każdy z nas ma jakieś zakamarki duszy, do których ma dostęp tylko Bóg i w Jego zastępstwie - spowiednik.

Przyznaję się publicznie do Chrystusa – to fakt! Jak wiele znaczy ON w moim życiu, pisałam kilkakrotnie. Kocham Go, bo jakże nie kochać, skoro jest samym Dobrem i Miłością, prowadzi mnie przez życie, wcale nie drogą usłaną różami, ale często wyboistą, naznaczoną licznymi kolcami i cierniem… Ale wśród tej trudnej drogi ON zawsze jest ze mną – wiem to!

Tak myślę i czuję! Dusza żywi się tym, z czego się cieszy – mówi św. Augustyn. O miłości do Boga pisali wielcy święci, których podziwiam – Paweł, Augustyn, Tomasz z Akwinu, Jan od Krzyża, mała Tereska, Faustyna, Edyta Stein, Ojciec Pio i wielu innych… Dlaczego ja nie mam o niej napisać, mimo że jestem tylko małym człowieczkiem?!

Moja miłość wcale nie jest doskonała, wręcz przeciwnie – wiele w niej chropowatości, niewierności, czasami nawet buntu… Bo jest to miłość na miarę słabego człowieka, który pragnie być lepszy, a ciągle się potyka, upada, grzeszy, a potem ma wyrzuty sumienia… Ale ta miłość – choć tak nieudolna – jest we mnie! I cieszę się z tego!!!

Bez tej miłości można żyć, ale czym wtedy napełnić serce?

Nie czuję się jakimś wybrańcem, wręcz przeciwnie – jestem przekonana, że każdy z nas może doświadczyć uzdrawiającej mocy i miłości Chrystusa! Wystarczy tylko chcieć! Na kolanach możemy wyprosić wszystko!

 

Wpis: 9 stycznia godz. 17:50


środa, 8 stycznia 2025

Jaka jest nasza wiara?

 

Już kiedyś w tym miejscu zadałam pytanie: Czy wierzymy w żywą obecność Chrystusa? Jeszcze żyjemy w aurze bożonarodzeniowej, wpatrujemy się w małego Jezusa, rozrzewniamy się na Jego widok, bo taki mały, taki bezbronny, taki kochany…

Ale… czy wierzymy, że Jezus naprawdę żyje? Czy wierzysz, że ta św. Hostia, którą kapłan trzyma w dłoniach – to już nie zwyczajny opłatek, to nie żaden symbol, ale Ciało naszego Pana Jezusa Chrystusa?

Zatem – czy wierzymy, że Jezus naprawdę żyje – we Mszy św., w Hostii konsekrowanej przez kapłana, w tabernakulum …

A jeżeli wierzymy, to …

Dlaczego nie ufamy Mu bezgranicznie w sprawach dużych i małych?

Dlaczego tak rzadko przyjmujemy Go do serca?

Dlaczego nie klękamy przed Nim ze czcią i uwielbieniem w czasie przeistoczenia?

Dlaczego Mszę św. traktujemy marginalnie, jako niechciany obowiązek?

Dlaczego w Jego imię nie umiemy (nie chcemy) przebaczyć ludziom, którzy nas zranili?

Dlaczego nie kochamy Go dostatecznie w drugim człowieku?

Dlaczego nie chcemy przyjąć Jego miłości?

Dlaczego nie umiemy (lub nie chcemy) zgodzić się na wolę Bożą?

Dlaczego buntujemy się przeciw niej?

Dlaczego boimy się śmierci?

 

To bardzo trudne pytania… Ale jeszcze trudniejsza odpowiedź! Zastanówmy się w ciszy swego serca.

 

Wpis: 8 stycznia godz. 17.40

wtorek, 7 stycznia 2025

Spróbujmy spojrzeć nieco inaczej!

 

Pomyślałam sobie, że można by jeszcze inaczej spojrzeć na Nowy Rok. Ale zacząć refleksje od roku starego, który już pozostał za nami. Miniony rok, czy nawet lata, to to wszystko, co dane nam było przeżyć lepiej czy gorzej. Pozostają w sercu wspomnienia… Czy zawsze dobre? Oby tak było, ale wiemy doskonale, że tak nie jest! Życie bowiem nie szczędzi nam niespodzianek! Moja śp. Babcia mówiła: „Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli.” I ta prawda powtarza się często w naszym życiu.

Do czego zmierzam? Nasuwają mi się dwie – myślę - że ważne refleksje. Pierwsza jest  bardzo trudna, bo wskazuje na całkowite odżegnanie się od tego, co minęło, a było przykre, niekiedy nawet bardzo. Mówi się, aby oddzielić grubą kreską to, co było dla nas smutne i nieprzyjemne, niekiedy nawet tragiczne. Mam na myśli wszystkie doświadczenia przykrości, krzywdy, waśni, żalów… Jakkolwiek by je nazwać, były nam ciężarem, który tak trudno wykreślić z pamięci! Zapomnieć się nie da, ale przebaczyć można, a nawet trzeba! Będzie nam wtedy lżej na sercu. Bo stare urazy – to taki balast, którego wcale nie chcemy, ale ciągnie się za nami nieraz całe życie.

Recepty dokładnej na to nie ma, ale zawsze można poprosić Pana Jezusa, aby zabrał od nas to ciążące jarzmo słowami „Jezu, Ty się tym zajmij!” I nade wszystko – wierzyć w tę pomoc! Determinacja św. Moniki (i nie tylko niej!) niech będzie nam przykładem.

 

Wpis: 7 stycznia godz. 14:55

poniedziałek, 6 stycznia 2025

Drogą Trzech Króli

 

Wciąż jeszcze mówimy o Nowym Roku jako początku… Jeszcze składamy sobie życzenia – zawsze serdeczne i dalekosiężne. Niech się spełnią!

Dzisiaj podążają do małego Dzieciątka trzej Królowie. Oni też są dla nas inspiracją do bardzo ważnego życzenia. Nie wiemy, jak długą przeszli drogę, ale na pewno przybyli z bardzo daleka. Urzeka mnie w nich niezwykła determinacja, z jaką przemierzyli wiele, wiele kilometrów. Determinacja i wytrwałość! Można na to spojrzeć w różnych aspektach – również przez pryzmat swojego życia. Życia, które niekiedy jest bardzo trudne, ale nigdy gładkie, bez przydrożnych kamieni, o które w najróżniejszy sposób się potykamy… Niezależnie od tego, jak długo ono trwa, warto dzisiaj w duchu prześledzić drogę trzech Króli. Podążali ku samemu Bogu, szli w nieznanym kierunku; zapewne niepozbawieni trudności, niewygód, uciążliwości, może nawet  zwyczajnego strachu! Ale szli! Prowadziła ich gwiazda – symbol samego Boga! To ON nie pozwolił, aby Herod dowiedział się o miejscu narodzin Jezusa.

Jak to się ma do naszego życia, do życzeń, które składamy sobie wzajemnie? Droga trzech Królów w nieznanym kierunku - to w pewnym sensie także nasza droga! Przecież my również zmierzamy ku Światłu, którym jest sam Bóg! A ileż jest w tej drodze niewiadomych, iluż Herodów, którzy nie szczędzą wysiłków, by nas z tej drogi zawrócić, zohydzić nam blask Światła, które pragnie nas zaprowadzić ku Najwyższemu Dobru!

Nie dajmy się zwieść  złu! Niech wytrwałość i determinacja będą stałymi towarzyszami naszego życia w roku 2025 i zawsze!

 

Wpis: 6 stycznia godz. 14:30

niedziela, 5 stycznia 2025

Zaufać Panu Jezusowi? Tak! Koniecznie!

 

Niejeden raz pisałam o zaufaniu Panu Jezusowi… Przecież to On sam nauczył nas tej najkrótszej modlitwy Jezu, ufam Tobie, którą przekazała światu św. Faustyna.

Nietrudno powtarzać te słowa, gdy w miarę spokojnie spacerujemy sobie przez życie, gdy wszystko układa się dość dobrze – bez większych zgrzytów i bez nadzwyczajnych wydarzeń. Wtedy może nawet codziennie odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, gorliwie zapewniamy Jezusa o swojej do Niego miłości i ufności w Jego bezgraniczną miłość i miłosierdzie.

Ale … czy tak samo myślimy i czujemy,

gdy krzyż przyciśnie do ziemi;

gdy brak nam sił, by go unieść;

gdy czujemy się całkowicie opuszczeni i samotni w swym cierpieniu;

gdy nikt nam nie pomaga i nie rozumie;

gdy jesteśmy całkowicie bezsilni wobec zła;

gdy przerastają nas problemy życia…

Czy wtedy potrafimy powiedzieć Jezu, ufam Tobie!? Właśnie wtedy, gdy nie słyszymy Jego głosu i nawet Komunia św. zdaje się nie być wystarczająca!

Czy potrafimy ufać bezgranicznie? Czy wierzymy, że ON jest zawsze z nami –

-       mimo wszystko;

-       że nigdy nas nie opuszcza;

-       wręcz przeciwnie – pomaga nam nieść nasz krzyż

-       i zawsze nas kocha!!!

Może właśnie wtedy, gdy jest nam najgorzej, trzeba – choć z wielkim trudem! – powiedzieć: Jezu, ufam Tobie! Gdy nadejdą (a nadejdą!!!) jaśniejsze dni, przekonamy się, że ta najkrótsza modlitwa jednak ma sens!!!

 

Wpis: 5 stycznia godz. 17:25