To jest niezwykłe w spotkaniu z Jezusem,
że On patrzy na człowieka z miłością, która nie oskarża, lecz uzdrawia. Nie
zawstydza, ale podnosi. Nie wypomina przeszłości, lecz otwiera przyszłość.
Kiedy spotyka grzesznika, nie ocenia go przez jego grzech. Widzi w nim
umiłowane dziecko Ojca, stworzone do życia w wolności i świętości.
W Ewangelii widzimy wiele takich
spotkań. Jezus rozmawia z Samarytanką, która przez lata szukała miłości tam,
gdzie nie mogła jej znaleźć. Nie potępia jej. Prowadzi ją do odkrycia prawdy o
sobie i daje jej „wodę żywą”, która zaspokaja najgłębsze pragnienia serca.
Spotyka Zacheusza – człowieka
pogardzanego przez innych – i przywraca mu godność. Staje przy kobiecie
pochwyconej na cudzołóstwie i zamiast rzucać kamień, daje jej szansę na nowe
życie. Płacze przy grobie Łazarza, pokazując, że Bóg nie jest obojętny wobec
ludzkiego cierpienia. Dotyka trędowatych, przywraca wzrok niewidomym i podnosi
sparaliżowanych. Każdy z tych cudów jest znakiem jeszcze głębszego uzdrowienia
– uzdrowienia serca.
Jezus jest jedynym, który potrafi
dotrzeć tam, gdzie nie sięgają ludzkie słowa. Są rany, których nie uleczy czas.
Są wspomnienia, których nie da się wymazać. Są ciężary, których człowiek nie
jest w stanie unieść o własnych siłach. Właśnie tam przychodzi Chrystus. Nie
zawsze zabiera cierpienie natychmiast, ale zawsze daje swoją obecność. A Jego
obecność ma moc przemieniać nawet największy ból w miejsce spotkania z Bogiem. Cdn.
Wpis: 2 września godz. 9:15