środa, 6 grudnia 2017

Ku pokrzepieniu


Już kiedyś w tym miejscu pisałam ku pokrzepieniu serc nas wszystkich… Wszystkich, bo każdy potrzebuje przynajmniej kilku dobrych słów. Nieustannie dowiadujemy się, że kogoś dotyka ciężka choroba, wielki smutek, nieszczęście… Jednak po głębszym namyśle uświadomiłam sobie, że pokrzepiające słowa mają sens – zawsze, a zwłaszcza w trudnych czasach! Zawsze można komuś pomóc właśnie dobrym słowem, aby nie czuł się opuszczony – sam w swojej „biedzie”.
Zatem… co nas powinno pokrzepić? Mimo różnych życiowych doświadczeń, mimo codziennych trosk, mimo tysiąca wątpliwości i zawirowań…
Wielcy święci odnajdowali sens życia, a przecież ich droga nie była usłana przysłowiowymi różami! Pójdźmy śladami św. Ojca Pio… Co go krzepiło? Mimo trudnych doświadczeń, mimo zaciekłych ataków szatana i… mimo bolesnych stygmatów, które krwawiły przez pięćdziesiąt lat, promieniował pogodą ducha i Chrystusową miłością. Co dawało mu taką siłę i radość? Odpowiedź jest jedna i niezwykle ważna: żywa obecność Chrystusa!
Jak to się przekłada na nasze życie? Bardzo prosto i jednoznacznie! Jeżeli wierzymy, że Jezus żyje, że jest obecny w każdej Mszy św. i Komunii św., to doświadczymy Jego miłości i radości wewnętrznej! Żywa obecność Chrystusa daje niezwykłą moc do pokonania przeciwności! On nigdy nas nie zawiedzie! Tak niewiele trzeba, by z tego Daru skorzystać… Wystarczy w to tylko uwierzyć! I trwać przy Nim. Nie ustawać w modlitwie. Wystarczy zaprosić Pana Jezusa – przyjdzie na pewno, zamieszka w nas, umocni, wskaże drogę do pokonania trudności, a przede wszystkim – napełni swoją miłością! I poniesie z nami nasz krzyż!

Wpis: 6 grudnia godz. 9:30



wtorek, 5 grudnia 2017

Są takie dni,
gdy wszystko leci z rąk…
Gdy nic się nie układa…
Gdy przestajesz wierzyć w sens istnienia…
Gdy nie chce ci się już żyć…
Gdy najchętniej w sen się zapadasz
i chciałbyś się już wcale nie obudzić…
Gdy pytasz z rozpaczą:
co ja tu jeszcze robię
na tym trudnym świecie…
Gdy rozczarowałeś się życiem…
Gdy runęły w gruzy marzenia o dobrym bycie…
Gdy nikt cię nie rozumie,
cierpisz, rozpaczasz…
Gdy zawiodło grono przyjaciół…
Gdy w konsekwencji zdarzeń
przeżywasz kryzys wiary…
Gdy w sercu zaczynasz wątpić…
Bóg posyła ci anioła!
W postaci dobrego natchnienia,
pomocnej myśli…
Wsłuchaj się w ten głos!
Bo Bóg nigdy cię nie opuścił!!!
Nie zapomniał!
Ani o tobie, ani o mnie, o nas…
Dowodem – Msza święta…
To w niej – daje swoją siłę i moc!
Eucharystia – to widoczny znak Bożej miłości…
Jezus został z nami…
Jest każdego dnia…
Codziennie ponawia ofiarę na krzyżu…
Każda Komunia święta –
to dotyk miłości Chrystusa…
Miłości, którą obejmuje każdego z nas…
Wystarczy zapragnąć, a On ci jej nie poskąpi!
Ja uwierzyłam! Uwierz i Ty!
Nie będziesz żałował!


niedziela, 3 grudnia 2017

Rozpoczął się Adwent


I znów wkroczyliśmy w Adwent… Czas oczekiwania, tęsknoty za naszym Panem. Czas przygotowania na jego przyjście w chwale. „Przyjście na świat Jezusa było poprzedzone przepowiedniami proroków, którzy wzywali naród żydowski do nawrócenia i oczekiwania na Mesjasza. Skoro w tajemnicy Bożego Narodzenia chcemy przyjąć Jezusa Chrystusa, to także i nasze serca wymagają oczyszczenia. Potrzebujemy czasu adwentowego oczekiwania. Najstarsze ślady Adwentu, jako czasu oczekiwania na przyjście Zbawiciela, sięgają IV w., kiedy nadano mu charakter pokutny, co znalazło swój wyraz w fioletowym kolorze szat liturgicznych, opuszczeniu radosnego hymnu „Chwała na wysokości Bogu” podczas Mszy Świętej, ograniczeniu ozdób i muzyki w kościele. Po reformie roku liturgicznego w 1969 r., okres ten posiada charakter pobożnego i radosnego oczekiwania, kiedy z tęsknotą wołamy: „Przyjdź, nie zwlekaj! Przyjdź i oświeć nas! Naucz nas dróg swoich!”. 

sobota, 2 grudnia 2017

Tak często wspominam dom rodzinny!


Mój dom rodzinny z perspektywy minionych lat…
Dom rodzinny -  to wielkie dobro!

Dom rodzinny -  to znak krzyża kreślony na głowie ręką mojej  Matki…

Dom rodzinny – to także jej czułe wpatrywanie się w twarzyczki nas – dzieci…
Dom rodzinny – to dziesiątki nieprzespanych nocy w czasie wojny…
Dom rodzinny – to nieustanny strach Rodziców o nasze zdrowie, a nawet – życie, zwłaszcza najmłodszego Mariana – po komplikacjach związanych z zapaleniem wyrostka...
Dom rodzinny – to pierwszy nasz pacierz z Rodzicami; to codzienne modlitwy Matki z trójką dzieci przed obrazkiem Jezusa miłosiernego…
Dom rodzinny – to także kochający Dziadkowie, pełni ciepła i miłości dla swych wnucząt.
Dom rodzinny – to liczne wspólne spacery z Rodzicami do pobliskiego parku na słuchanie śpiewu słowików...
Dom rodzinny – to głośne czytanie dzieciom książek – pięknych i mądrych...
Dom rodzinny – to droga do szkoły i wszystkie obawy rodziców towarzyszące tej drodze...
Dom rodzinny – to I Komunia św., poprzedzona gorliwym przygotowaniem do spowiedzi!
Dom rodzinny – to wieloletnia służba ministrancka moich braci, to ranne wstawanie na Mszę św. ...
Dom rodzinny – to nieustanna troska Rodziców o dobre wychowanie; to wielkie pragnienie, abyśmy wyrośli na mądrych i prawych ludzi! 
Dom rodzinny – to comiesięczne pierwsze piątki miesiąca. To stała troska, abyśmy byli blisko Pana Boga i umieli żyć zgodnie z Jego prawami.
Dom rodzinny – to śpiewanie pieśni patriotycznych przy akompaniamencie skrzypiec Ojca i fortepianu Mamy…
Dom rodzinny – to również mozolna praca Ojca w czasach głębokiej komuny, która ogołociła nas ze wszystkiego…
Dom rodzinny – to święta Bożego Narodzenia, które (mimo biedy!) miały swój urok i łączyły się z radosną atmosferą…
Dom rodzinny – to zapach pieczonego ciasta...
Dom rodzinny – to nieustanna troska Rodziców i ich modlitwa, aby nam się dobrze wiodło…
Dom rodzinny – to także nieustanne błogosławieństwo Matki we wszystkich poczynaniach, na każdym kroku, to myśli towarzyszące dobrym i złym dniom, to stała modlitwa różańcowa w naszej intencji...
Dom rodzinny – to setki, tysiące spraw błahych, małych i dużych, dotyczących dzieci, spraw, którymi żyli Rodzice przez swoje wszystkie lata...
Dom rodzinny – to punkt odniesienia w różnych zachowaniach…

Dom rodzinny – to skała, na której buduje się swój dom – na pewno nie-wolny od zakłóceń, błędów i porażek... Z całym bogactwem uczuć – pięknych i wielkich, które do dzisiaj żyją w nas…

Posłuchaj!


„Jestem szczęśliwym człowiekiem, Pan Bóg dał wszystko, o co prosiłem. Wciąż daje możliwość naprawienia rzeczy popsutych. Kompasem powinno być sumienie… Dziś jestem uczniem Ewangelii, rozwinąłem się, kocham bliźniego.” Stanisław Sojka 

piątek, 1 grudnia 2017

Słowa PANA JEZUSA do Alicji Lenczewskiej:


    *Moja Miłość jest ciągle pochylona nad tobą. Otacza cię i jest w tobie. Karm się nią i nasycaj. Kocham cię i chcę, żebyś o tym wiedział.  Moja moc jest w tobie. Trwaj w zjednoczeniu ze Mną. Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i pragnę, aby wszystko nim zapłonęło.

    *Kocham cię  i oczyszczam cię. Uszlachetniam twoją duszę. Miłość jest dawaniem. Dlatego tak bardzo cię kocham, bo nic nie masz i wszystko mogę ci dać. Tyle jest w tobie miejsca, które mogę zapełnić. Usuń wszystko,  co słabe, abym Ja mógł być w twoim sercu. Niech wszystko w tobie płonie miłością.
    
*Niech wszystko, co ciemne, przestanie istnieć w blasku twej wybaczającej miłości.  Nie może być w twoim sercu i w twej pamięci  żadnego żalu czy niechęci. Wszystko niech spłonie w ogniu miłości. Pragnij tego ponad wszystko. Pragnij, niech cię ogarnie i wypełni Moja miłość.

    * Czuwaj przy Moim Sercu i bądź wrażliwy na biedy ludzkie. Z wielką troską i bólem patrzę na to, co czyni świat, jak oddala się ode Mnie Módlcie się - jedni za drugich brzemiona noście – tak powiedziałem i tak wspólnie budujcie królestwo Moje w sercach i na świecie.

    * Nie usiłuj wyobrazić sobie swojego przyszłego życia u Mnie, bo i tak jego piękno jest dużo większe niż możliwości twojej wyobraźni ludzkiej. Trwaj we Mnie i ciesz się chwilą obecną. Im bardziej będziesz Mi oddany, jak bezradne dziecko – tym większą  mocą i radością będę cię wspierał.

    *W sytuacjach trudnych i zaskakujących pierwszy twój odruch powinien zwracać się do Mnie, a następnym twoim odruchem powinno być twoje pełne pokoju i miłości działanie ludzkie. Dałbym Pokój i Miłość, gdybyś zwrócił swe serce do Mnie.


czwartek, 30 listopada 2017

Jeszcze inne zdjęcia z rodzinnego albumu


Na prośbę Przyjaciół publikuję jeszcze kilka zdjęć z rodzinnego albumu. Niech one również spowodują chęć uwiecznienia swoich przodków w książce, która przetrwa wiele lat, przypominając tych, którzy żyli przed nami.

Moja prababka Ludwika Renau - 1865 r.

Moi pradziadkowie Władysław i Ludwika
Juraszowie w dniu ślubu - 1867
Moja babcia Pelagia Melonek
1885 - 1974 
Mój dziadek Roman Melonek
1881 - 1956
Moi dziadkowie Roman i Pelagia Melonkowie
 pięćdziesiąt lat po ślubie 

1953 r.

Mój pra- pradziadek Jan Stoiński - ok. 1830 r.




.