środa, 13 grudnia 2017

Wola Boża?

Jakże niekiedy trudna i – wydaje się – że prawie nieosiągalna! Zwłaszcza, gdy wszystko „pod górkę”, gdy nic się nie układa! A jednak nie dalej, jak dzisiaj w Ewangelii, Pan Jezus mówi:
„Weźcie Moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” Mt 11,28-30) Jakże trudno w to nieraz uwierzyć i przyjąć!!! Gdy wszystko się sypie, gdy choroba doskwiera, gdy ludzie dokuczają i zewsząd czai się zło… Znikąd ratunku, znikąd dobrego słowa, znikąd pociechy!!!
Odpowiada nam sam Chrystus: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”
Musimy w to uwierzyć! Chcemy w to uwierzyć!


Wpis: 13 grudnia godz. 9:45

wtorek, 12 grudnia 2017

Jeszcze inne myśli ks. Kaczkowskiego



*Pacta sunt servanda: Umów trzeba dotrzymywać. Do tego wcale nie trzeba być wierzącym, wystarczy być przyzwoitym.

*Pamiętajmy, że pycha kroczy tuż przed upadkiem.

*Pana Boga możemy prosić, a nie możemy zmuszać. Tym właśnie różni się wiara od czarów, że w czarach bóstwu rozkazujemy, a Boga chrześcijańskiego prosimy.

*Powtarzam jak mantrę: W sprawach zasadniczych – jedność, w drugorzędnych – wolność, a nad wszystkim – miłosierdzie.

*Uprzejmość wobec drugiego człowieka popłaca. Potraktowanie kogoś po chamsku odbija się czkawką.

*Własnej śmierci nie da się schrzanić, że tak powiem.

*Wszystko utrudnia to, że jesteśmy mistrzami świata w oszukiwaniu własnego sumienia.

*Zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż Ci się wydaje.

*Zastanówcie się, czy jesteście wierni. Ja to pytanie zadaję sobie kilka razy w ciągu dnia, zawsze kiedy cień niewierności pada na mój pysk.


Wpis: 12 grudnia godz. 10:10

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Różne mądrości ks. Jana Kaczkowskiego


Kim był ks. Jan Kaczkowski, to zapewne wiemy. Było o nim głośno w naszej Ojczyźnie. Tym, którzy nie wiedzą, wyjaśniam, że był gorliwym kapłanem, niezwykłym w swej pobożności, imponował postawą pełnego zaufania Bogu – mimo dręczącej go choroby nowotworowej. „Od urodzenia miał lewostronny niedowład i dużą wadę wzroku. Zdiagnozowano u niego nowotwór nerki i glejaka mózgu. Urodził się i zmarł w Gdyni, znany był w całej Polsce, udzielał wywiadów, wspierał modlitwą i humorem chorych. Był współzałożycielem  Puckiego Hospicjum Domowego. „W latach 2007–2009 koordynował prace budowy Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, a w 2009 został jego dyrektorem i prezesem zarządu. Utworzył program szkoleniowy w zakresie bioetyki chrześcijańskiej. Organizator warsztatów z komunikacji i etyki w medycynie dla studentów medycyny i prawa pod nazwą Areopag Etyczny. W wolontariat hospicyjny angażował tzw. trudną młodzież i osoby skazane. Został ambasadorem zorganizowanych w 2016 w Krakowie Światowych Dni Młodzieży.”
Tyle wiedzy encyklopedycznej! Był przede wszystkim wielkim człowiekiem. Zostawił po sobie nie tylko dobrą pamięć, ale i wskazania, jak żyć, jak radzić sobie z trudną chorobą. Miliony Polaków pokochały go za wyrozumiałość dla słabości drugiego człowieka, wierność sobie, błyskotliwe poczucie humoru i determinację w walce ze śmiertelną chorobą.
Poniżej – kilka myśli ks. Jana Kaczkowskiego…
*Grunt to twardo stąpać po ziemi i nie przestawać patrzeć w niebo. Zamiast ciągle na coś czekać - zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje.
*Nie martwić się zanadto, tylko cieszyć się tym, co Bóg nam daje.
*Akt wiary nigdy nie zwalnia nas z myślenia.
*Byłoby efekciarskie i banalne, gdybym stwierdził, że jestem wdzięczny za chorobę. Bo nie jestem. Ale jestem za to wszystko, co przed nią i podczas niej się zadziało.
*Dewizą są dla mnie słowa z Ewangelii św. Jana: Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś. To jest zobowiązanie, żeby obok żadnego człowieka, który jest obok, nie przejść obojętnie.
*Ten mój nowotwór chciałbym umiejętnie „sprzedać”, nie tak śmiertelnie poważnie. Ja nie znoszę tej śmiertelnej powagi śmierci. Bo ona może człowieka zabić, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało.
Ewangelia mówi: Kołaczcie, a otworzą wam. Więc ja kołaczę, proszę Pana Boga o cud, ale bez przywiązania do efektu. To, co się dzieje w mojej głowie, nazywam pełzającym cudem. Bóg rzadko sięga po cuda spektakularne, więc jeżeli Jemu jest dobrze z tym moim pełzającym cudem, to i mnie także.
*Kto nie zawalczył o relacje, ten drań.
*Marnujesz miłość, kiedy o nią nie dbasz.
*Możemy całe życie przeżyć w bojaźni i przykucu albo być wyprostowani i dumni.
*Można się z drugim spierać, kłócić, nawet wkurzać na niego, ale nie wolno nim pogardzać.
*Bywa, że coś nam się tylko wydaje i źle oceniamy drugiego człowieka. Spotkany człowiek może być wewnętrznie najświętszy, moralnie nas przewyższać.
*Nie, ponieważ cię kocham. Właśnie dlatego nie zrobię dla ciebie wszystkiego.

*Nie da się uciec od myślenia od własnej śmierci, będąc śmiertelnie chorym. Zresztą ze śmierci trzeba żartować, bo gdyby śmierć była śmiertelnie poważna, to by nas zabiła.
*Nie po to dostaliśmy wolność, żeby nam zaszkodziła. Nie bójmy się z niej korzystać, ale róbmy to odpowiedzialnie.
*Nie trzeba być katolikiem, żeby być dobrym człowiekiem.
*Nie rozliczajmy innych, rozliczajmy siebie.
*Nie wolno podejmować życiowych decyzji w sytuacjach kryzysowych.
*O cud można się modlić, ale cudu nie należy się spodziewać. One nie dzieją się na zawołanie ani nie można ich na Panu Bogu wymusić.


Wpis: 11 grudnia godz. 9:00



niedziela, 10 grudnia 2017

Gdy myślę Chrystus…


Gdy myślę „Chrystus”,
przedziwne ciepło rozlewa się w sercu,
wilgotnieją oczy,
rodzą się dobre pragnienia…

Gdy myślę „Chrystus”,
widzę ręce kapłańskie,
w których biały chleb przemienia się
w Najświętsze Ciało…

Gdy myślę „Chrystus”,
mam przed oczyma każdą Komunię świętą,
co krzepi i daje moc wielką
i radość życia, i siłę, i wiarę…

Gdy myślę „Chrystus”,
rodzi się we mnie ogromna wdzięczność,
dla której zwyczajnych braknie słów -
za Jego obecność, za cierpliwość i miłość,
za odpuszczenie grzechów…

Gdy myślę „Chrystus”,
staję się lepszym człowiekiem,
bo wiem, że On jest ze mną,
patrzy na mnie,
pomaga się podnieść,
pozwala cieszyć się życiem,
mimo że trudne i nieusłane różami…

Wpis: 10 grudnia godz. 11:50



sobota, 9 grudnia 2017

Cichość serca


„Serce ciche to znaczy: serce pełne wewnętrznego pokoju; pokoju głębi. Ten pokój nie ma nic wspólnego ze „świętym spokojem”, który jest postawą fałszywą. Pokój głębi jest udziałem człowieka pogodzonego z Bogiem i ze sobą, człowieka, który rozeznał swoje miejsce w świecie i zgodził się na zadanie, które mu Bóg wyznaczył.
Cichość serca to wyrzeczenie się postawy osądzania człowieka, wydawania łatwych ocen — ten jest dobry, a tamten zły. Tylko Jezus umie spojrzeć na człowieka i zobaczyć jego wnętrze do samego dna, do źródeł najgłębszej prawdy. On wie, co jest w człowieku: „i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2,25). Ta wiedza wymaga cichości, wewnętrznej przejrzystości, bowiem tylko człowiek cichego serca nie będzie przenosił na innych swojego wewnętrznego bałaganu i niejasnych powikłań.

Cichość serca nie oznacza bynajmniej zgody na zło i grzech, nie oznacza bezbronności wobec nich. Jezus nie mówi do przyprowadzonej do Niego niewiasty, że wszystko jest w porządku; kobieta nie usłyszała słów: wracaj i pozostań taka, jaką byłaś. Jezus mówi jej: idź i nie grzesz więcej. Potępia grzech, nie potępia człowieka. Uczy nas oddzielać grzech od człowieka. Grzech trzeba jednoznacznie potępić, ale człowiekowi trzeba dać szansę.” Andrzej Kłoczowski 


Wpis:9 grudnia godz. 9:20


piątek, 8 grudnia 2017

Ósmego grudnia


Bądź pozdrowiona, Najświętsza Panienko,

w ten grudniowy poranek! 
Bądź pozdrowiona, Ukochana Mateczko!
Jakkolwiek by Cię nie nazwać,
zawsze to będzie mało,
by oddać mą miłość i uwielbienie!
Dziękuję, że jesteś…
Że patrzysz na mnie, na nas…
Że tulisz swe dzieci…
Ż wskazujesz drogę…
Że dodajesz sił…
Że nieustannie podnosisz…
Że pomagasz stać się lepszym człowiekiem!
Bądź ze mną, nigdy nie opuszczaj,

Wspieraj, prowadź – zawsze!



Wpis: 8 grudnia godz. 10:05

czwartek, 7 grudnia 2017

O cierpliwości raz jeszcze


Cierpliwość ma różne imiona:
I dobroć, i spokój, opanowanie…
I miłość wreszcie!
I można by długo wyliczać jeszcze…
Na pewno jest ważna,
na pewno potrzebna
i w domu, i w pracy, i w każdej chwili…
Gdy słuchasz człowieka
i aby przetrwać przykrości…
Gdy czekasz na odpowiedź Boga
w bardzo trudnych sprawach
i gdy coraz cięższa staje się droga!
Cierpliwość – to wielka cnota!
Panie mój, naucz mnie cierpliwości!