środa, 6 czerwca 2012

O procesji...

Z uroczystością Ciała i Krwi Pańskiej nierozerwalnie związana jest procesja – o tym wiemy wszyscy… Dlatego buduje się ołtarze, przyozdabia domy… Procesja gromadzi wiernych, jednoczy we wspólnym śpiewie, wielbiącym Boga i wspólnym podążaniu za kapłanem, niosącym monstrancję z Najświętszą Hostią… Kapłana otaczają licznie zebrani księża z wszystkich sąsiednich parafii…

W Pniewach korowód głoszący chwałę Pana jest bardzo długi! Rozpoczyna się w kościele św. Jana, postępuje ulicą św. Ducha, przez rynek, ulicą Mickiewicza, św. Wawrzyńca i kończy na rynku Mszą św. Procesja jest niezwykle barwna, a prowadzi ją orkiestra dęta, majestatycznie krocząca tuż za baldachimem… Donośny odgłos trąb chwalących Boga budzi ducha w narodzie, rośnie święta atmosfera, gdy słyszymy znane pieśni eucharystyczne… Za orkiestrą idzie pan burmistrz Pniew… Przed kapłanami – siostry zakonne – Urszulanki i Klaryski. Dalej - przedstawiciele różnych organizacji - wszyscy pod swoimi sztandarami. Idą, chwalą Boga śpiewem – panowie z bractwa Kurkowego w zielonych strojach, strażacy w odświętnych mundurach… Idzie młodzież radosna, uśmiechnięta… Dziewczęta i chłopcy z Technikum Gastronomicznego ss. Urszulanek wyróżniają się galowym strojem… Podobnie – chór Promyki Słoneczne, prowadzony niestrudzenie od lat przez s. Danielę… Oczywiście nie można zapomnieć o pniewskim chórze „Lira”, mającym ponad stuletnią tradycję… Chórze, który uświetnia śpiewem każdą uroczystość – nie tylko religijną… Kroczą ministranci (chociaż – muszę powiedzieć – nie tak liczni, jak w Przeźmierowie), dzieci komunijne, harcerze… Nie zdołam wyliczyć wszystkich…

Procesja zatrzymuje się przy naszym ołtarzu. To bardzo wzruszający moment! Bóg ukryty w Najświętszej Hostii – tuż obok nas… Jakoś dziwnie wtedy wilgotnieją mi oczy… Panie Jezu, błogosław nas wszystkich – nie tylko domowników, ale i tych, którzy z tego domu wyszli, wszystkich, którym ten dom jest tak miły…

Od naszego ołtarza kapłani i wierni udają się do kolejnego… Po procesji zostaje odprawiona Msza św. – na wielkim podium zbudowanym w centrum rynku…

Zawsze jest tylu chętnych do spotkania z Chrystusem w Komunii świętej! Po Mszy św. – uroczyste błogosławieństwo – na cztery strony świata… Hołd Bogu oddają ludzie na kolanach i fanfary – głośne i uroczyste… I jak tu się nie wzruszać, gdy widzi się tak wielką chwałę Najwyższego…  Pan Nieba i Ziemi spogląda na swoje dzieci i błogosławi…
















wtorek, 5 czerwca 2012

Wokół uroczystości Bożego Ciała...

Mijały lata… Czasy komunistyczne nie sprzyjały chwaleniu Boga. Natomiast rosła wiara w ludziach, bo Kościół był jednoznaczną ostoją; umacniał i jednoczył! Każdego roku uroczystość Bożego Ciała gromadziła tysiące ludzi z miasteczka i okolicznych wsi na pniewskim rynku. Była to swoista demonstracja wiary.
A my? W dalszym ciągu budowaliśmy ołtarz, wprawdzie już w znacznie skromniejszym wymiarze, ale zawsze z radością, że możemy ugościć Pana Zastępów…

Budowa ołtarza jednoczy, bo zawsze jest to też święto rodzinne – okazja do spotkania wśród najbliższych… Tak trwa przez wszystkie kolejne lata, ale grono rodzinne szczupleje… Odeszli już do wieczności – najpierw moja Babcia Stanisława, potem Ojciec, Mama, a pięć lat temu – mój Brat Marian…

Każdy z nas ma swoje konkretne zadanie… Dopóki żyli Rodzice, oni kierowali pracą… Po śmierci Ojca ster przejęła Mama – decydowała o rodzajach kwiatów, o wystroju domu i dekoracji ołtarza… Pomagali moi bracia i bratowe… Do obowiązku Izy należało zaplecze kulinarne… Teresa od lat przygotowuje – a robi to bardzo pięknie! – wielki wazon z kwiatami na ołtarz i kwiaty na wszystkie okna… Razem przygotowujemy ołtarz i tabernakulum… Poza tym – jest jeszcze jedna ważna czynność, która należy do mnie - zamiatam ulicę, aby było bardzo, bardzo czysto – przecież tędy kroczy sam Bóg!

Od kilku lat tło nad ołtarzem maluje moja bratowa Iza – robi to bardzo pięknie! Przedtem z wielkim poświęceniem dekoracje przygotowywał jej Ojciec, śp. p. Rabski.  Motto malowidła zawsze związane jest z rokiem liturgicznym i akceptowane przez ks. proboszcza. We wszystkie cięższe prace bardzo zaangażowała się młodsza generacja...  Nad całością czuwa mój brat – w tej chwili już senior rodziny.
Nie mogę nie wspomnieć w sposób szczególny mojego młodszego śp. Brata Mariana… Ileż wnosił radości i humoru! Miał wspaniałe pomysły… Robił bardzo dużo zdjęć, by uwiecznić tę piękną uroczystość i nasze spotkania…
Z wysokiego nieba masz – być może, Kochany Braciszku! – lepszą perspektywę, ale bardzo byłbyś nam tu jeszcze potrzebny! Tęsknimy za Tobą…    

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Uroczystość Bożego Ciała z perspektywy minionego życia...

Za cztery dni - uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa! Bóg – Człowiek pod przymiotami ukryty chleba zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi… 

Boże Ciało wpisało się w historię mojej rodziny w szczególny sposób, jako że prawie od stu lat mamy zaszczyt gościć Pana Jezusa na ołtarzu w moim rodzinnym domu w Pniewach…
Począwszy od dzisiejszego dnia zaczynam  opowiadać o tejże uroczystości, której wspomnienia chowam w pamięci… Nie zatarły się mimo minionych lat… To wspomnienia bardzo radosne…
Wyjątkowy czwartek poprzedzony był kilkudniowym przygotowaniem. My, dzieciaki (tzn. moi bracia, ja i bardzo liczne grono moich koleżanek), przeżywaliśmy to na swój sposób – było ciekawie, radośnie i zupełnie inaczej niż codziennie… W pralni zbierały się panie – wśród nich moje dwie babcie – i plotły girlandy: jedną o długości dwudziestu metrów i sześć krótszych. Pamiętam do dziś zapach klonowych liści, które wolno mi było podawać; pamiętam misterne ich układanie przez wprawne ręce pań… Plecenie girland trwało cały tydzień. Ależ było wesoło w pralni! Mama przygotowywała posiłki, a my przysłuchiwaliśmy się ciekawym, dorosłym opowieściom… Czułam się wtedy bardzo ważna – ja, mała dziewczynka – wśród tych bardzo „starych” kobiet (miały wtedy niewiele ponad pięćdziesiąt lat!!!).

W organizację uroczystości Bożego Ciała angażowali się nie tylko moi rodzice i mieszkająca z nami babcia, ale i wielu, wielu ludzi… Pan Franciszek Smelka malował bardzo piękne emblematy, które potem zdobiły dom; wraz z moim ojcem doglądał całości… A babcia wraz z mamą przystrajały okna kwiatami i stawiały świeczniki, które błyszczały pięknie…

Do panów należało również zawieszenie girland. Było to dość karkołomne zadanie, nie było wtedy takich wysokich drabin, wychodzili więc przez okno na strychu… Bardzo bałam się o mojego ojca, ale zawsze sobie poradził…
Gdy już wszystko „było dopięte na ostatni guzik” czekaliśmy z rodzicami na procesję… Pamiętam dreszczyk emocji, który mi zawsze towarzyszył w tej ważnej chwili…

Poniżej umieściłam zdjęcie mojego domu – tak wyglądał przed wojną i krótko po wojnie…


niedziela, 3 czerwca 2012

W uroczystość Trójcy Przenajświętszej...

     Kolejny raz spotkałam się z zarzutem, że mój blog ma charakter religijny i ma odniesienie tylko do Bożych praw. Ale… czy to istotnie jest zarzut? To prawda, że wszystko, całe moje życie, ma odniesienie do Boga. Ta wiedza przyszła z biegiem czasu… Z perspektywy minionych lat dostrzegam, że tak było zawsze, choć nie byłam w pełni tego świadoma.
 Kiedyś nad tym się nie zastanawiałam, po prostu było tak, że Pan Bóg był na pierwszym miejscu, mimo że się o tym nie mówiło, ale tak się czuło i tak się żyło… Gdzie zatem był Bóg? Wszędzie! W relacjach pomiędzy Rodzicami, między Rodzicami a nami – dziećmi, w zachowaniach, rozmowach, w szacunku dla każdego człowieka… Całe nasze życie kształtowały Boże prawa, one umacniały w życiowych biedach – nieszczęściach i dosłownej biedzie w reżimie komunistycznym…

Jakże więc teraz, w dojrzałym wieku, nie mam mieć odniesienia do Pana Boga? Chronił nas – mój dom, przeprowadził przez najtrudniejsze wiraże…
Bóg jest obecny w moim życiu od zawsze, tylko… nie zawsze umiałam to docenić! Jest obecny w Osobie Chrystusa, w Osobie Ducha Świętego – jako Trójca Przenajświętsza, której uroczystość dzisiaj obchodzimy! Chwała Panu!

sobota, 2 czerwca 2012

O pięknej przyjaźni...

Ten, kto odważy się szukać na serio przyjaźni z Chrystusem, ma największe szanse, by odkryć Go również w życiu codziennym... To słowa ks. Winfrieda Wermtera zawarte w książce „Jezus – kim jest dla mnie?”
Całkowicie się z nim zgadzam. Bo to prawda! Wystarczy spróbować zaprzyjaźnić się z Jezusem – On odpowie stokroć większą i doskonalszą przyjaźnią!! Chrystus nie jest postacią fikcyjną, ale żywą osobą! Wierzę w to całym sercem i umysłem!!! Już kiedyś pisałam o mojej przyjaźni z Chrystusem, bo o przyjaźni można mówić i pisać wiele, zwłaszcza, gdy jest to sam Bóg – Człowiek…
Powiedzcie sami, czy miałabym tyle odwagi, aby pisać o kimś z taką miłością i pasją, gdyby to była postać fikcyjna? Czy nie bałabym się ośmieszenia? A nie boję się!!!

Przyjaźnię się z Jezusem! Nie doświadczam jakichś nadzwyczajnych wizji, nie, nie… Ale dzięki bardzo częstej Komunii św. mam pełną świadomość Jego obecności w moim życiu! Jest moim Przyjacielem, kocha mnie mimo moich bardzo wielu niedoskonałości, pomaga przetrwać różne burze, wspiera mądrymi natchnieniami. I po prostu jest!

Piszę o tym wszystkim z głęboką wiarą i przekonaniem, że Jezus naprawdę żyje! To nic, że Go nie widzę, to nic, że może niejeden z Was uśmiecha się ironicznie… Wierzę w obecność Jezusa żywego i prawdziwego w moim życiu… I nie jestem jakimś nadzwyczajnym wyjątkiem… Spróbujcie zaprosić Go do swojego życia, do swego serca! Odpowie na pewno - każdemu!

piątek, 1 czerwca 2012

Pierwszopiątkowe refleksje...

Z żalem pożegnaliśmy maj i nabożeństwa ku czci Najświętszej Panienki… Po raz ostatni w tym roku zaprosiliśmy umajone łąki, góry i zielone doliny, cieniste gaiki, źródła i szemrzące strumyki do głoszenia chwały Maryi… Skończył się miesiąc, ale nie skończyła się nasza miłość do ukochanej Matki, wiemy bowiem, że Ona pozostała z nami i jest zawsze, ogarnia nas czułą miłością, prowadzi swe dzieci, strzeże i chroni przed złem…

Wkroczyliśmy w nowy miesiąc – równie piękny, bo poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusowemu… Dzisiaj pierwszy piątek miesiąca… W naszej parafii wiele osób bardzo gorliwie uczęszcza w tym dniu do spowiedzi i Komunii św., pragnąc uczynić zadość życzeniu Chrystusa, wyrażonemu wobec św. Małgorzaty Marii Alacoque w 1675 roku.

Kochani, jeżeli nie słyszeliście o wielkich obietnicach Pana Jezusa wobec ludzi praktykujących pierwsze piątki, to pozwolę sobie te obietnice przypomnieć, bowiem hojność Chrystusa jest niewyobrażalna! Posłuchajcie…

Tym, którzy czcić będą Moje Serce Najświętsze:
*Dam wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.
*Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.
*Będę sam ich pociechą we wszystkich smutkach i utrapieniach życia.
*Będę ich ucieczką najbezpieczniejszą w życiu, a szczególnie w godzinę śmierci.
*Błogosławić będę wszystkim ich zamiarom i sprawom.
*Grzesznicy znajdą w Mym Sercu źródło i całe morze niewyczerpanego nigdy miłosierdzia.
*Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
*Dusze gorliwe szybko dostąpią wielkiej doskonałości.
*Zleję obfite błogosławieństwo na te domy, w których obraz Serca Mego Boskiego będzie zawieszony i czczony.
*Kapłanom dam moc zmiękczania serc najzatwardzialszych.
*Imiona osób, które rozpowszechniać będą nabożeństwo do Mego Boskiego Serca, będą w nim zapisane i na zawsze w nim pozostaną.
*Przystępującym przez dziewięć z rzędu pierwszych piątków miesiąca do Komunii Świętej dam łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski ani bez sakramentów świętych, a to Serce Moje stanie się dla nich ucieczką w godzinę śmierci.

     Cieszę się, że to przeczytałeś… Moja radość będzie jeszcze większa, gdy uwierzysz i zaczniesz praktykować pierwsze piątki! Pomodlę się za Ciebie, abyś uwierzył Chrystusowi…

Cichość serca

Czy zdarza się Wam szukać swojej pustyni – takiej, która przynosi pokój serca? Mi zdarza się dość często… Pokój i cichość serca można osiągnąć dzięki częstej Komunii św., bo to właśnie Jezus – cichy i pokorny sercem – jest najdoskonalszym wzorem i pomaga nam tę cichość osiągnąć… Ta cichość procentuje wielkim dobrem w relacjach międzyludzkich.

Znalazłam kiedyś bardzo przejrzysty i piękny zarazem tekst o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego, który dzieli się swymi przemyśleniami na temat cichości serca. Przytaczam kilka zdań, które wydały mi się bardzo istotne i pomocne w kształtowaniu swojej duchowości… Wierzę, że myślicie podobnie…

Serce ciche to znaczy: serce pełne wewnętrznego pokoju; pokoju głębi. Ten pokój nie ma nic wspólnego ze „świętym spokojem”, który jest postawą fałszywą. Pokój głębi jest udziałem człowieka pogodzonego z Bogiem i ze sobą, człowieka, który rozeznał swoje miejsce w świecie i zgodził się na zadanie, które mu Bóg wyznaczył.
Cichość serca to wyrzeczenie się postawy osądzania człowieka, wydawania łatwych ocen — ten jest dobry, a tamten zły. Tylko Jezus umie spojrzeć na człowieka i zobaczyć jego wnętrze do samego dna, do źródeł najgłębszej prawdy. On wie, co jest w człowieku: „i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” (J 2,25). Ta wiedza wymaga cichości, wewnętrznej przejrzystości, bowiem tylko człowiek cichego serca nie będzie przenosił na innych swojego wewnętrznego bałaganu i niejasnych powikłań.
Cichość serca nie oznacza bynajmniej zgody na zło i grzech, nie oznacza bezbronności wobec nich. Jezus nie mówi do przyprowadzonej do Niego niewiasty, że wszystko jest w porządku; kobieta nie usłyszała słów: wracaj i pozostań taka, jaką byłaś. Jezus mówi jej: idź i nie grzesz więcej. Potępia grzech, nie potępia człowieka. Uczy nas oddzielać grzech od człowieka. Grzech trzeba jednoznacznie potępić, ale człowiekowi trzeba dać szansę.

Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego!