Moja miłość do książki trwa… To
doskonała alternatywa na upał, na smutki codzienności, na wieści (najczęściej
złe) płynące ze świata…
Nie pamiętam już tytułu pierwszej
książki, którą naprawdę pokochałam, ale doskonale pamiętam uczucie, jakie mi
towarzyszyło. Było to coś więcej niż zwykła ciekawość. Miałam wrażenie, że ktoś
otworzył przede mną drzwi do świata, którego wcześniej nie znałem. Od tamtej
chwili książki przestały być dla mnie zbiorem kartek zapisanych literami. Stały
się przyjaciółmi, przewodnikami i schronieniem.
Kocham książki za ich niezwykłą ciszę. W
chwilach radości potrafią pogłębić radość,
a kiedy jest mi trudno, dają ukojenie. Niejednokrotnie odnajdywałam w słowach
bohaterów własne lęki, marzenia i pytania, na które nie umiałam znaleźć
odpowiedzi.
Czytając, mam wrażenie, że żyję wieloma
życiami jednocześnie. Raz wędruję po odległych krainach, innym razem poznaję
ludzi z różnych epok i kultur. Dzięki książkom uczę się patrzeć na świat oczami
innych. To one nauczyły mnie, że każdy człowiek nosi w sobie własną historię i
że warto słuchać, zanim wyda się osąd.
Szczególnie cenię chwile, kiedy mogę
usiąść z książką w spokojnym miejscu. Wtedy czas zwalnia. Znikają codzienne
obowiązki, hałas i pośpiech. Zostaję tylko ja i opowieść, która wciąga tak
mocno, że zapominam o wszystkim wokół. Jest jak rozmowa z kimś, kto doskonale
rozumie moje myśli, choć nigdy mnie nie spotkał.
Niektóre książki zapominam po kilku
miesiącach, ale są też takie, które noszę w sercu przez całe życie. Przez lata
uzbierało się ich naprawdę wiele!
Często towarzyszą mi bohaterowie,
autorzy i myśli zapisane na kartach książek. Dlatego moja miłość do książek nie
jest chwilową fascynacją. To cicha, wierna i niezmienna relacja, która dojrzewa
razem ze mną.
Wpis” 3 lipca godz. 16:05