Bardzo łatwo powiedzieć Jezu, ufam
Tobie, gdy w miarę spokojnie spacerujemy sobie przez życie, gdy wszystko
układa się dość dobrze – bez większych zgrzytów i bez nadzwyczajnych wydarzeń. Wtedy, może nawet codziennie odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, może też
codziennie zapewniamy Jezusa o swojej do Niego miłości i ufności.
Ale … czy tak samo myślimy i czujemy,
gdy krzyż przyciśnie do ziemi,
gdy brak nam sił, by go unieść;
gdy czujemy się całkowicie opuszczeni i
samotni w swym cierpieniu;
gdy modlitwa zdaje się odbijać od
milczącego nieba, a serce wypełnia lęk i niezrozumienie.
Właśnie wtedy słowa Jezu, ufam Tobie przestają być jedynie pobożnym wyznaniem, a stają się aktem prawdziwej wiary —
trudnej, dojrzewającej pośród bólu i ciemności.
Bo ufać naprawdę, to trwać przy Jezusie nie tylko wtedy, gdy prowadzi nas drogą
pełną światła, lecz także wtedy, gdy przeprowadza przez noc cierpienia i prób.
I może właśnie taka ufność jest dla Niego najcenniejsza — cicha, poraniona,
czasem wypowiadana przez łzy, ale mimo wszystko wierna.